Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść detektywistyczna(druga edycja). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść detektywistyczna(druga edycja). Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Wszystko jasne

   

William dostał zlecenie, aby rozwiązać zagadkę skradzionego fragmentu piramidy Cheopsa z British Museum. Następnego dnia wstał wcześnie rano, aby przygotować pożywienie również dla swojego towarzysza Smitha. Po czym udali się do muzeum, aby szukać tropu, który pomógłby rozwiązać zagadkę. Jedyną rzeczą, która wzbudziła ich zainteresowanie była tajemnicza ściana, która przywołała pewne wspomnienia. William przypomniał sobie sztuczkę, której nauczyła go szamanka z Peru. Pamiętał również zakończenie i swój upadek do dziury.
Rozglądając się po pomieszczeniu,nie potrafił zebrać myśli. Obecność dzieci i hałas, nie pomagały mu. Detektyw zaczął żałować,że przyjął to zlecenie. Do tej pory nie miał żadnego tropu i zagadka wydawała mu się nie do rozstrzygnięcia. 

sobota, 19 maja 2018

Gra pozorów

 
Następny dzień śledztwa zaczął się jak zwykle, szybkim śniadaniem i wizytą w miejscach zbrodni. Celem Zefira i Willa był szpital, w którym zginął ostatni świadek. Detektywi zaczęli przesłuchania od pielęgniarek dyżurujących na oddziale. Nadal były wstrząśnięte ostatnimi wydarzeniami, na ich twarzach widać było strach i niedowierzanie, a na oczach- niepokój o następny dzień. Pierwsze pytanie zadał Harrison:

niedziela, 15 kwietnia 2018

Zbity z tropu


- Co ty tutaj robisz?! - krzyknął przestraszony Zefir.
- Uspokój się, spotkałem się z tobą, by ci pomóc - odrzekł pokrzepiająco Peleryniarz. - Czy naprawdę nie zauważyłeś, w jakiej sytuacji się znalazłeś? Naprawdę sądzisz, że jesteś na tyle bystry i jako pierwszy odnalazłeś wszystkie wskazówki i liściki? Nie zorientowałeś się, że to nie jest seria przypadkowych zdarzeń? Celowo ci pomogliśmy!
- Jacy my?! - zapytał przerażony Zefir. 
Nagle zza zasłony mgły wyłonił się duch w ludzkiej postaci, który podszedł do mężczyzny w długiej pelerynie i bez słowa wpatrywał się w Smitha.
- O co chodzi, kim jesteś? - zapytał roztrzęsionym głosem mężczyzna.
- Jestem autorem pierwszego listu i ostrzegałem was, żebyście trzymali się z Williamem od tej sprawy z daleka.
- To ty jesteś Spadochroniarzem? O co tutaj chodzi?
- Dzięki tabletce, którą ci podesłaliśmy, znajdujesz się w świecie, do którego zwykły śmiertelnik nie ma dostępu.
- Czy już... umarłem? - przerwał mu podladły Zefir. 
- Nie, to ta tabletka spowodowała, że możemy się ze sobą kontaktować - odpowiedział. - My nie żyjemy, ale ty masz szansę nas pomścić i przy okazji naprowadzić Williama na trop złodzieja i jednocześnie naszego mordercy.
- Jak mogę wam pomóc i dlaczego akurat ja? - spytał zdezorientowany Smith.
- Wybraliśmy cię, żebyś pomógł Williamowi, któremu ta sprawa zawróciła w głowie. Nie jest on już w stanie trzeźwo myśleć, dlatego potrzebuje kogoś, kto rzuci inne światło na tę sprawę.
- Pomogę wam, ale... No rozumiecie... Chcę czegoś w zamian...Hmm... Pragnę być tak dobry jak William, do tego chcę, by moje życie wyglądało jak bajka.
 - Umowa stoi. Przekażemy ci wskazówki, dotyczące waszego śledztwa. Uważajcie jednak, złodziej to niebezpieczny człowiek, czego dowodem jest obecność naszych dusz na tym świecie.
Zefirowi zaczęło kręcić się w głowie. Nagle poczuł taki hałas, jakby ktoś tuż przed jego głową uderzał z impetem w dwie patelnie.  Padł na ziemię, przykrywając uszy rękoma. W chwili uderzenia o ziemię całą jego wizję spowiła nieprzenikniona czerń. W tym stanie bezwładności był może kilka sekund, jednak dla niego trwało to długie godziny. Chwilowa utrata świadomości nie pozwoliła mu zrozumieć barwnego monologu Williama. Każde usłyszane słowo uświadamiało mu, iż jego podróż po swojej świadomości dobiegła końca i że już na stałe zakotwiczył się w ludzkiej rzeczywistości.
- Halo! Ziemia do Zefira! Słuchasz mnie w ogóle?! - zapytał poirytowany Wiliam.
- Yghhh... Tak, słyszę cię głośno i wyraźnie...- odpowiedział niemrawo skołowany mężczyzna.
- Masz ochotę na kawę? Musimy przemyśleć, co udało nam się do tej pory wywęszyć.
- Dobra, ja postawię, bo ty nigdy nie masz drobnych - rzekł żartobliwie Zefir.
- Ano nie mam, ale za to mam kartę płatniczą tylko z drobymi - odgryzł się uszczypliwie William  i roześmiał się w głos. – Ruszajmy więc.

Piętnaście minut później mężczyźni znaleźli się w przytulnym pubie "Pod Pikadorem". Wnętrze baru było ciepłe, ogrzewane żarem kominka. Lokal pomału robił się pusty, dlatego Zefir i William bez problemu znaleźli wolne miejsce w kącie dość obszernej sali. Obaj odczuwali zmęczenie po całym dniu intensywnej pracy detektywistycznej, ale jednocześnie chcieli drążyć dalej, by rozwikłać w końcu tę skomplikowaną zagadkę.
Milczenie mężczyzn przerwał odgłos czajnika dobiegający z kuchni, który jednocześnie ich ożywił i spowodował rozpoczęcie burzy mózgów. Po krótkiej wymianie zdań do stolika podszedł kelner w celu uregulowania rachunku. Zefir sięgnął do kieszeni po drobne, ale coś zaszeleściło mu w dłoni. Poza portfelem wyglądało to na średniej wielkości kawałek papieru. Zapłacił za kawę, po czym przeprosił Williama i udał się do łazienki. W toalecie wyjął z kieszeni zmięty papier, rozłożył go i z ciekawością przeczytał. Wiedział już, co to jest i wiedział również, że rozwikłanie tej zagadki jest dla niego szansą na wygryzienie detektywa, dlatego nie pozostaje mu nic innego, jak przekazanie Williamowi fałszywej instrukcji.
Zefir wrócił do stolika i natychmiast zaczął naprowadzać detektywa na zły trop:
- Wiesz Wiliam, przyszła mi do głowy taka myśl. Kilka lat temu przeczytałem świetną powieść detektywistyczną. Była tam mowa o zbrodni podobnej do tej, z którą teraz mamy do czynienia. Może zacznijmy działać w podobny sposób, tak jak ten literacki detektyw.
- Czyli jak? - zapytał zaciekawiony William.
- Posłuchaj, zróbmy tak - i Zefir zaczął mówić, a słowa tak szybko wypływały mu z ust jak woda z wodospadu. -  Pójdźmy jeszcze raz do szpitala i wypytajmy personel, co wie na temat dziwnego zniknięcia ofiary. Zanalizujmy dokładnie mowę ciała naszych rozmówców – ona nam powie więcej niż ich słowa. Następnie udajmy się ponownie do muzeum. Porozmawiajmy raz jeszcze z ochroną, a do mediów podeślijmy informację, że sprawca został schwytany. Następnie zarzućmy przynętę w stronę dyrektorów muzeum. Aż trudno uwierzyć, że ktoś wyniósł taki eksponat i nie został zauważony. Nocą natomiast pójdźmy jeszcze raz do klubu. Może tam dowiemy się czegoś jeszcze?
Zefir przełknął ze zdenerwowania ślinę i  sam próbował sobie wmówić, że nakarmił Williama swoimi kłamstwami oraz skutecznie zbił go z tropu. William natomiast patrzył z przymrużonymi oczami na swojego rozmówcę, po czym uśmiechnął się szyderczo pod nosem i tajemniczo pokiwał głową na znak zgody... 

środa, 21 marca 2018

KOLEJNY KAWAŁEK UKŁADANKI





    Była 23.21, kiedy William i Zefir dotarli na komendę policji. Nad budynkiem wisiał znak londyńskiej policji w kształcie tarczy. Porucznik Kruk przyjął ich od razu. Bardzo przejął się ich śledztwem i wysłał 3 zastępy funkcjonariuszy ‘w cywilu’ pod Roses&Black, jako obstawę. 

czwartek, 1 marca 2018

PO NITCE DO KŁĘBKA.



     Po powrocie do domu, Zefir znalazł detektywa w drzwiach jego gabinetu. Rozebrali się z kurtek i bluz, a asystent Zefir, wyją kartkę z kieszeni, którą znalazł w szpitalu. Usiedli przy biurku i przekazali sobie nawzajem informacje, które udało im się zdobyć. William, po rozmowie w biurze lotniczym, poszedł na lotnisko. Po przesłuchaniu kilku osób dowiedział się, że nie wiedzą one zbyt dużo o katastrofie samolotu Aribus Żądło. Policjanci  nie pozwalali się zbliżać cywilom do samolotu,  bo było to zbyt niebezpieczne, gdyż "wykopał" on dużą dziurę po wbiciu się w pas startowy.

piątek, 2 lutego 2018

Zaproszenie

            Zrobiono tak, jak postanowiono. William podał młodemu chłopakowi dane mężczyzny, leżącego w szpitalu, który miał się wypowiedzieć na temat niewyjaśnionych zdarzeń. Następnie obaj ruszyli w swoją stronę. Zefir wiedział, że musi być silny. Kiedy detektyw Harrison dał mu zadanie, wiedział, że musi się z niego wywiązać jak najlepiej. Był pewien, że przesłuchanie jakiegoś ochroniarza to najłatwiejsza rzecz na świecie. Przecież studiował dziennikarstwo. Co prawda nie dokończył nauki z powodów osobistych, których wspomnienie nadal napawało go ogromnym smutkiem i goryczą, ale wiedza zdobyta podczas edukacji dała mu wiele. Miał zatem nadzieję, że teraz uda mu się ją wykorzystać. Pewnym krokiem wszedł do szpitala, od razu szukając recepcji. Nie było to trudne. Już po chwili stał przed wysoką blondynką, wpatrującą się w niego niemrawo.
- Dzień dobry. W czym mogę służyć?- wyrecytowała z pamięci.
- Dzień dobry! Szukam Damiena Blacka.- wymusił uśmiech.
- Jest pan z rodziny?- spojrzała na bruneta przenikliwym, nagle emanującym zainteresowanym spojrzeniem.
Smith miał ochotę przewrócić oczami, ale wiedział, że nie może nawet na chwilę ściągnąć maski.
Musiał grać. Musiał być aktorem, by dowiedzieć się kilku ważnych rzeczy. Dlatego wypalił szybko:
- Jestem bratem...Pokazać dokumenty?
Kobieta pokręciła przecząco głową.
- Nie trzeba. Pierwsze piętro, sala numer sto pięćdziesiąt dwa.
- Dziękuję!
                                                                       ***
- Witam!- przywitał się mężczyzna z obsługi.- Co mogę dla pana zrobić?
Harrison przez chwilę zastanawiał się, czy przedstawić się jako detektyw. Stwierdził jednak, że lepiej będzie, jeśli zagra. Skąd miał wiedzieć, czy tutejszy z pracujących nie miał wpływu na ostatnie wydarzenia? Musiał prześwietlić sprawę z góry na dół. Człowiek, który za tym wszystkim stał musiał ponieść sowitą karę. Już dawno nauczył się, by nie okazywać litości i współczucia. Zawsze, gdy udawało się mu odnaleźć sprawcę zamieszania, najpierw winny błagał o dobroć, a kiedy wiedział, że nic mu to nie da, wyzywał go od kata. Cóż, bycie detektywem było... skomplikowane.
- Ostatnio przeczytałem w najnowszym wydaniu The Timesa ciekawy artykuł- zaczął.- Zapewne wie pan, o czym mówię.
Mężczyzna, chwilę przedtem dobrze nastawiony, popatrzył na niego ze złością, którą próbował ukryć.
- Do czego pan zmierza?
- Pan już dobrze wie- uśmiechnął się przebiegle.
- Jeśli jest pan dziennikarzem, to proszę po prostu wyjść- poprosił od niechcenia.
- Nie musi się pan bać. Jestem zwykłym, skromnym człowiekiem- powiedział detektyw, nadal ukrywając swoją tożsamość.- Nie przyniosę waszej firmie nieszczęścia.
„Jeśli nie będzie tu nic podejrzanego"- pomyślał.
- Chciałem tylko się upewnić, że nic nie grozi mojej córce- przekonywał dalej.- Wybiera się do Hiszpanii w te wakacje, a ja-jak każdy chyba ojciec- martwię się o jej bezpieczeństwo. Nie wiem, czy to biuro lotnicze może je zapewnić.
                                                                       ***
- Panie Black, proszę być ze mną szczery- poprosił po raz kolejny Zefir.- Naprawdę nic pan nie pamięta? Kompletnie nic?
- Tak jak mówiłem, tylko początek, ale na nic się to przyda.
Smith westchnął zrezygnowany.
- A mogłem ukończyć te studia...- szepnął pod nosem.
Na nic się zdało aktorstwo. Tak samo pół roku studiów. Pożegnał się z leżącym i wyszedł z sali. Miał zamiar wyjść ze szpitala, ale wtedy usłyszał głośny krzyk. Doskonale wiedział od kogo pochodzi. Natychmiast pobiegł w stronę sali, z której chwilę temu wyszedł, aby sekundę potem do niej ponownie wtargnąć. To, co ujrzał, było okropne. Wszędzie było pełno krwi, a ciała brak. Pielęgniarki mdlały, na widok przed sobą, a lekarze wpadali w panikę. Tylko jemu udało się zobaczyć coś więcej. Była to biała, mała kartka. Szybko ją chwycił i wyszedł z pokoju. Dopiero, kiedy znalazł się w parku, poczuł jak mocno bije jego serce. Bez zastanowienia spojrzał na... Zaproszenie? Zdziwił się okropnie, ale zaczął czytać:
"Z niezwykłą przyjemnością pragnę zaprosić Was, kochani przyjaciele, na uroczyste przyjęcie. Jutro, po północy w Roses&Black. Zabierzcie maski. I żadnych sztuczek, bo ktoś niewinny może ucierpieć. Postarajmy się zbudować lepsze relacje. Dobrze radzę.
                                                                       Peleryna"

Nie wiedział, czy to jakiś żart. Stwierdził, że jak najszybciej musi wybrać jego numer i się spotkać. Czyżby tajemnicza "Peleryna" chciała tak szybko paść w ich łapska? Teraz nie było już odwrotu. Ten wieczór z pewnością będzie bardzo tajemniczy...

piątek, 29 grudnia 2017

śledztwo

- Śledztwo posuwa się zbyt wolno, a czas nas goni! - ryknął Harrison, aż jego kubek z kawą zadrżał na biurku. W jego biurze siedział także Smith, który nie zważał na wybuchy detektywa, tylko zagłębiał treść gazety. Nagle pewne ogłoszenie zwróciło jego uwagę.

poniedziałek, 20 listopada 2017

poszukiwania

- Co tu robisz?- zapytał zmieszany William.
- Szukałem Cię. Wciąż mi nie odpowiedziałeś…
- Tak, tak, zgadzam się, tylko proszę, wyciągnij mnie z tej dziury!- William przestał ukrywać, że wydarzenia z ostatnich pięciu minut wytrąciły go z równowagi. - Myślę, że lepiej myśli mi się na świeżym powietrzu.

poniedziałek, 16 października 2017

(Szaleństwo)

Następnego dnia, Will obudził się zaraz po wschodzie słońca. Po raz pierwszy od wielu dni czuł, że trafiła mu się sprawa godna jego osoby. Był tak podekscytowany, że zapomniał nawet o śniadaniu, które i tak składało się tylko z chleba i kwaśnego dżemu wiśniowego. 

środa, 20 września 2017

Zagadka w British Museum

Był zimny, wrześniowy wieczór. William, jak zwykle, siedział przy biurku, czytając aktualne wydanie The Times’a. Popijał przy tym swoją ulubioną kawę, której zapach roznosił się po zamkniętym pomieszczeniu. Jego rozczochrane blond loki opadały na zanurzone w lekturze błękitne oczy, kilka piegów nieznacznie pełzało po zapadniętych policzkach. Z kieszeni, jak zwykle pogniecionej koszuli, wystawały świstki ostatnich biletów londyńskiego metra. Komponująca się z burgundowymi spodniami wytarta do granic możliwości ramoneska w kolorze sepii, była dopełnieniem całego jego stroju, gdy ten opuszczał gabinet. Aktualnie jednak kurtka wisiała na samotnym wieszaku tuż obok drzwi.