wtorek, 20 lutego 2018

W gotowości

Dopiero co król zawarł układ w którym zyskały dwie strony, a już ktoś puścił plotkę, opisującą, jaki to władca jest ,,zły i niedobry’’. Kto? Tutaj należy wspomnieć o innej plotce, rzucającej cień podejrzeń na kilka osób, będących rzekomo w zmowie. Nie należy jednak skakać z plotki na plotkę, bo to zgubna droga. Ostateczni po przebyciu gąszczu pomówień, plotek i zmyśleń dotarto do prawdy i schwytano winnego. Król, jak powinien, wyjaśnił wszystko uroczystą przemową i tego, który wypuścił to haniebne kłamstwo, nakazał ściąć. Ta decyzja bardzo nie spodobała się sąsiedniemu władcy, który od dawna chciał zniszczyć swojego sąsiada i zagarnąć ziemie, a “człowiek od plotki” okazał się niestety jego krajanem. Więc rozpoczęła się wojna… Straszliwa i okrutna wojna...

niedziela, 18 lutego 2018

Tajemnicza dziewczyna



Bruno wynajął pokój w knajpie i zmęczony położył się do łóżka. Rano, gdy wstał, rozmyślał o swojej zmarłej mamie, która była jedynym członkiem jego rodziny, jaką pamiętał. Jego przemyślenia przerwał mu miauczący głośno kot, którego zobaczył za oknem. Bruno zszedł po schodach na dół. Przy jednych ze stolików zobaczył samotnie siedzącą, tajemniczą dziewczynę. Podróżnik nie lubił poznawać nowych osób, ale bardzo zainteresowało go, co robi tak młoda osoba w takim miejscu. Postanowił dosiąść się do stolika dziewczynki.

Podróże




 - Nienawidzę podróżować statkami - oznajmił słabo Alojzy, gdy zaatakował go kolejny napad mdłości. - Głupia choroba morska - zaklął cicho pod nosem.

Podszedł do pierwszego lepszego marynarza, by spytać, kiedy skończy się ich podróż.

- Już niedługo - mruknął marynarz. - Może pójdzie pan odpocząć? Wygląda pan dość zielonkawo - oznajmił na odchodnym.



     Alojzy był pewien, że usłyszał od niego ,,szczur lądowy”. Lord Alojzy postanowił skorzystać z sugestii niemiłego marynarza i skierować się pod pokład, do wyznaczonej dla niego kajuty. Na dole kołysanie statku było wręcz przyjemne. Alojzy, położywszy się na hamaku, wsłuchał się w ledwo słyszalny szum fal. Jego powieki opadły natychmiast po ułożeniu głowy na puchatych poduszkach.

wtorek, 13 lutego 2018

Intryga

        

      Po kilku minutach stwierdziliśmy, że owady to zbyt prymitywny sposób dokonywania zemsty. Postanowiliśmy to zrobić w sposób bardziej wyrafinowany. Umówiliśmy się z Marcelim, że któreś z nas musi się tej sprawie poświęcić. Padło na niego.
 - Mam wątpliwości, może tobie pójdzie lepiej - zaczął zastanawiać się Marceli. 
 - Ona mnie przecież nienawidzi, do ciebie może nabrać zaufania - powiedziałam ze łzami w oczach. 
        Gdy tylko uświadomiłam sobie, że chłopak, który skradł mi serce, zbliży się do mojego wroga, serce zaczynało mi mocniej bić, a na dłoniach pojawiały się krople potu. Mimo że starałam się robić dobrą minę do złej gry, wcale nie było mi do śmiechu. Od środka rozsadzały mnie emocje - chciałam mu powiedzieć, żebyśmy dali sobie spokój, ale urażona duma mi na to nie pozwalała. W rezultacie zgodziłam się, bo wiedziałam, że to jest ważne dla nas obojga. Nasz plan polegał na tym, że Marceli postara się uwieść Mariannę po to, aby zdobyć jak najwięcej informacji, które moglibyśmy wykorzystać do ośmieszenia jej. Chcieliśmy, żeby wszyscy wiedzieli, jaka jest naprawdę "gwiazda" naszej szkoły. Myślę, że pójdzie łatwo, bo po szkole krąży plotka, że Marceli nie jest jej obojętny. 
                                              
                                                 *** 
       Tydzień później plan był już w trakcie realizacji. Mój ukochany spotykał się z tą żmiją, a mi pękało serce z zazdrości. Mimo wszystko plan działał znakomicie, Marianna coraz bardziej otwierała się przed Marcelim, który z kolei przekazywał wszystko mnie. Pewnego dnia zdarzyło się jednak coś, co stało się dla nas nadzieją na pokonanie wroga. Marceli zadzwonił do mnie późnym wieczorem i poprosił o natychmiastowe spotkanie, gdyż miał dla mnie ważną informację. Domyśliłam się, że chodzi o Mariannę. Okazało się, że kiedy chłopak był u niej w domu, zauważył coś dziwnego. Nasza "gwiazda" zniknęła na dłużej w toalecie. Po chwili Marceli poszedł sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku. To, co zobaczył, wprawiło go w osłupienie i jednocześnie ucieszyło… Marianna klęczała nad sedesem i wymiotowała. Gdy zauważyła chłopaka, szybko się podniosła i zaczęła zachowywać się nieracjonalnie. Krzyczała, żeby nikomu nie zdradził tego, co zobaczył. Nasza Marianna miała więc sekret... 
          Postanowiliśmy, że nie poprzestaniemy tylko na tym. Nadal chcieliśmy kopać pod nią dołki. Czekaliśmy na coś spektakularnego. 

                                                  *** 
            Następnego dnia Marceli zauważył Mariannę stojącą samotnie we wnęce szkolnego korytarza. Pomyślał, że będzie to dobry moment na wyjaśnienie wczorajszej sytuacji. Gdy zbliżył się, usłyszał jej niecierpliwy głos. Okazało się, że rozmawia z kimś, kogo on nie zna. Sprawiała wrażenie zaniepokojonej, a jej głos drżał. Marceli sprytnie podkradł się i podsłuchał fragmenty rozmowy. Z urywków tekstu wywnioskował, że dziewczyna jest przerażona czymś, co może wyjść na jaw i spowodować jej upadek. Marceli obrał sobie za cel dojście do prawdy, więc szybko się do niej zbliżył i zagaił rozmowę.
 - Hej, od rana cię szukam, co się z tobą dzieje? Marnie wyglądasz, dlaczego chowasz się po kątach?
 - Nic się nie dzieje, wyglądam tak jak zawsze - odpowiedziała pośpiesznie dziewczyna.
 - A z kim rozmawiałaś?- zapytał Marceli. 
 - Ja? Rozmawiałam? Wydaje ci się… Wszystko jest w porządku, chodźmy na lekcje - zbyła go Marianna. 
         Marceli wiedział już, że dzieje się coś, czemu powinien się przyjrzeć. Zauważył w bocznej kieszeni jej plecaka wystającego IPhone’a w złotym kolorze. Szybko objął dziewczynę, aby ją pocieszyć i prawą ręką zwinnie wyjął telefon z plecaka. Rozeszli się do swoich sal. W klasie Marceli nie mógł skupić się na lekcji, ponieważ dyskretnie przeglądał zawartość telefonu w poszukiwaniu informacji. Intuicja go nie zawiodła - w spisie połączeń odnalazł rozmowę sprzed kilku minut z nieznaną mu Elizą. Szybko spisał numer i nie mógł się już doczekać, kiedy rozwikła zagadkę. Teraz pozostało tylko niepostrzeżenie oddać telefon właścicielce. Nie było to wcale takie trudne. Na kolejnej przerwie spotkał się z nią na korytarzu i zaproponował, że zaniesie jej plecak pod następną salę. Marianna w międzyczasie postanowiła skorzystać z toalety, co ułatwiło oddanie telefonu. 

                                                 *** 
      Wieczorem postanowiliśmy, że zadzwonimy do Elizy i wyciągniemy od niej jak najwięcej informacji o Mariannie. Wymyśliliśmy niecny plan, który szybko wprowadziliśmy w życie. Marceli wybrał numer i rozpoczął rozmowę.
  - Cześć, dostałem twój numer od Marianny. Mówiła mi, że jesteś jej przyjaciółką, a ja chcę jej zrobić prezent-niespodziankę i chciałem cię prosić o pomoc.
 - Przyjaciółką?! Chyba żartujesz! Nie chcę mieć z nią nic wspólnego! Zrujnowała mi życie, a ty nazywasz ją moją przyjaciółką?!
 - No przecież jeszcze dziś z tobą rozmawiała. 
 - No tak, ale żeby mnie zastraszyć. 
- Zastraszyć? Ale o co chodzi?
 - Chodzi o to, że w poprzedniej szkole, kiedy chodziła ze mną do klasy, nie była dla mnie taka miła… Zastraszała mnie, gnębiła, ośmieszała przy wszystkich, bo znałam jej sekret, czyli wiedziałam, że choruje na bulimię. Zresztą tak jak ja, bo poznałyśmy się w szpitalu psychiatrycznym. Razem przechodziłyśmy terapię. Za znęcanie się nade mną dostała nadzór kuratora… 
 - Dzięki za rozmowę, niestety muszę już kończyć - powiedział  zszokowany chłopak. 
         Marceli i  ja spojrzeliśmy na siebie w tym samym momencie i już wiedzieliśmy, w jaki sposób „odwdzięczymy się” Mariannie.

niedziela, 11 lutego 2018

ZEMSTA NA MARIANNIE




      Razem z Marcelim obmyśliliśmy każdy najdrobniejszy szczegół planu. Zaraz po ostatnim dzwonku udaliśmy się do jego domu. Okazało się, że Marceli ma słabość do kotów. Gdy usiedliśmy na kanapie do naszych nóg zaczął się łasić Donat. Był bardzo “puszysty”. Właściwie to był po prostu gruby.

    W domu Marcelego nikogo nie było, ponieważ jego mama poszła na zakupy, a jego tato był w pracy. Zaskoczyło mnie trochę, że był murarzem.
Po tym, jak zapoznałam się z Donatem, Marceli umówił się z Marianną na ,,randkę’’. Trochę mnie to zabolało, ale przecież wiedziałam, że to tylko część naszej zemsty. Marceli poszedł do pokoju poszukać Viniego - żółwia Marianny, którego poprzedniego dnia zabrał z jej domu. Marianna była zrozpaczona stratą ukochanego żółwia.

piątek, 2 lutego 2018

Zaproszenie

            Zrobiono tak, jak postanowiono. William podał młodemu chłopakowi dane mężczyzny, leżącego w szpitalu, który miał się wypowiedzieć na temat niewyjaśnionych zdarzeń. Następnie obaj ruszyli w swoją stronę. Zefir wiedział, że musi być silny. Kiedy detektyw Harrison dał mu zadanie, wiedział, że musi się z niego wywiązać jak najlepiej. Był pewien, że przesłuchanie jakiegoś ochroniarza to najłatwiejsza rzecz na świecie. Przecież studiował dziennikarstwo. Co prawda nie dokończył nauki z powodów osobistych, których wspomnienie nadal napawało go ogromnym smutkiem i goryczą, ale wiedza zdobyta podczas edukacji dała mu wiele. Miał zatem nadzieję, że teraz uda mu się ją wykorzystać. Pewnym krokiem wszedł do szpitala, od razu szukając recepcji. Nie było to trudne. Już po chwili stał przed wysoką blondynką, wpatrującą się w niego niemrawo.
- Dzień dobry. W czym mogę służyć?- wyrecytowała z pamięci.
- Dzień dobry! Szukam Damiena Blacka.- wymusił uśmiech.
- Jest pan z rodziny?- spojrzała na bruneta przenikliwym, nagle emanującym zainteresowanym spojrzeniem.
Smith miał ochotę przewrócić oczami, ale wiedział, że nie może nawet na chwilę ściągnąć maski.
Musiał grać. Musiał być aktorem, by dowiedzieć się kilku ważnych rzeczy. Dlatego wypalił szybko:
- Jestem bratem...Pokazać dokumenty?
Kobieta pokręciła przecząco głową.
- Nie trzeba. Pierwsze piętro, sala numer sto pięćdziesiąt dwa.
- Dziękuję!
                                                                       ***
- Witam!- przywitał się mężczyzna z obsługi.- Co mogę dla pana zrobić?
Harrison przez chwilę zastanawiał się, czy przedstawić się jako detektyw. Stwierdził jednak, że lepiej będzie, jeśli zagra. Skąd miał wiedzieć, czy tutejszy z pracujących nie miał wpływu na ostatnie wydarzenia? Musiał prześwietlić sprawę z góry na dół. Człowiek, który za tym wszystkim stał musiał ponieść sowitą karę. Już dawno nauczył się, by nie okazywać litości i współczucia. Zawsze, gdy udawało się mu odnaleźć sprawcę zamieszania, najpierw winny błagał o dobroć, a kiedy wiedział, że nic mu to nie da, wyzywał go od kata. Cóż, bycie detektywem było... skomplikowane.
- Ostatnio przeczytałem w najnowszym wydaniu The Timesa ciekawy artykuł- zaczął.- Zapewne wie pan, o czym mówię.
Mężczyzna, chwilę przedtem dobrze nastawiony, popatrzył na niego ze złością, którą próbował ukryć.
- Do czego pan zmierza?
- Pan już dobrze wie- uśmiechnął się przebiegle.
- Jeśli jest pan dziennikarzem, to proszę po prostu wyjść- poprosił od niechcenia.
- Nie musi się pan bać. Jestem zwykłym, skromnym człowiekiem- powiedział detektyw, nadal ukrywając swoją tożsamość.- Nie przyniosę waszej firmie nieszczęścia.
„Jeśli nie będzie tu nic podejrzanego"- pomyślał.
- Chciałem tylko się upewnić, że nic nie grozi mojej córce- przekonywał dalej.- Wybiera się do Hiszpanii w te wakacje, a ja-jak każdy chyba ojciec- martwię się o jej bezpieczeństwo. Nie wiem, czy to biuro lotnicze może je zapewnić.
                                                                       ***
- Panie Black, proszę być ze mną szczery- poprosił po raz kolejny Zefir.- Naprawdę nic pan nie pamięta? Kompletnie nic?
- Tak jak mówiłem, tylko początek, ale na nic się to przyda.
Smith westchnął zrezygnowany.
- A mogłem ukończyć te studia...- szepnął pod nosem.
Na nic się zdało aktorstwo. Tak samo pół roku studiów. Pożegnał się z leżącym i wyszedł z sali. Miał zamiar wyjść ze szpitala, ale wtedy usłyszał głośny krzyk. Doskonale wiedział od kogo pochodzi. Natychmiast pobiegł w stronę sali, z której chwilę temu wyszedł, aby sekundę potem do niej ponownie wtargnąć. To, co ujrzał, było okropne. Wszędzie było pełno krwi, a ciała brak. Pielęgniarki mdlały, na widok przed sobą, a lekarze wpadali w panikę. Tylko jemu udało się zobaczyć coś więcej. Była to biała, mała kartka. Szybko ją chwycił i wyszedł z pokoju. Dopiero, kiedy znalazł się w parku, poczuł jak mocno bije jego serce. Bez zastanowienia spojrzał na... Zaproszenie? Zdziwił się okropnie, ale zaczął czytać:
"Z niezwykłą przyjemnością pragnę zaprosić Was, kochani przyjaciele, na uroczyste przyjęcie. Jutro, po północy w Roses&Black. Zabierzcie maski. I żadnych sztuczek, bo ktoś niewinny może ucierpieć. Postarajmy się zbudować lepsze relacje. Dobrze radzę.
                                                                       Peleryna"

Nie wiedział, czy to jakiś żart. Stwierdził, że jak najszybciej musi wybrać jego numer i się spotkać. Czyżby tajemnicza "Peleryna" chciała tak szybko paść w ich łapska? Teraz nie było już odwrotu. Ten wieczór z pewnością będzie bardzo tajemniczy...

czwartek, 1 lutego 2018

UCIECZKA
Podoficer otworzył oczy. Siedział na krześle, które zdawało się być podłączone do prądu.
 „Gdzie ja jestem?!” -pomyślał. Spróbował wstać, lecz czuł, że nie ma siły. W dodatku był przywiązany do krzesła, co go bardzo niepokoiło. Wtem, do pokoju wszedł mężczyzna w kapturze, zasłaniającym mu pół twarzy. Mimo kamuflażu, Clever dostrzegł, że był to jeden z Soltarianów. Obcy stał blisko drzwi, po czym wydał z siebie dziwny odgłos. Momentalnie, na salę wbiegło pięć równie zakapturzonych postaci, które zbliżyły się do podoficera. Czworo z nich wyjęło rewolwery, celując w mężczyznę, piąty zaczął rozluźniać więzy.
-Czego ode mnie chcecie?!- wrzasnął Podoficer.
-Chcemy odbudować nasze relacje z Ziemianami-odezwał się jeden z Obcych-Będziesz nam do tego potrzebny. W bunkrach, w których kilka godzin temu przebywaliście z Viridianą, mamy zainstalowany podsłuch. Wiemy, że chcieliście nas zaatakować. Postanowiliśmy jednak, że jeżeli będziecie z nami współpracować, nie zrobimy wam krzywdy.
-Co macie na myśli?- wycedził mężczyzna.
-Zawrzemy umowę. Mieszkańcy okolicznych terenów wiedzą, że chcecie z nami walczyć. Bezgranicznie wam ufają. Wiecie przecież, że nie macie z nami szans, jednak możemy się dogadać…
Podoficer czekał w napięciu.
-Nasze warunki - będziecie przy nas podczas każdego spotkania z Ziemianami. Przekonacie ich, że jedyne na czym nam zależy, to ziemie starego Erafrenu. Jeżeli oddacie nam ten teren, nie będziemy zakłócać wam życia.
„Po co im te tereny?”- myślał Podoficer. Wreszcie odezwał się:
-Co dostaniemy w zamian?
-Wolność- odpowiedział milczący dotąd Soltarian.
-Słucham?! To tyle?!- oburzył się mężczyzna.
-Całą umowę spisaliśmy-odezwał się jeden z Obcych i podał mężczyźnie kawałek papieru.
Napisy na kartce były tak małe, że ciężko byłoby je zauważyć nawet pod lupą. Podporucznik z trudem czytał kolejne słowa. Los wszystkich Ziemian, Diany i swój stawiał na jednej szali. Wreszcie podniósł głowę znad świstka.
-Nie mogę tego podpisać- odrzekł niepewnie Clever.
-Co?- Obcym zrzedły miny.-W takim razie będziemy musieli zabić Ciebie i twoją towarzyszkę.
Z pokoju wyszło dwóch Obcych, którzy po chwili przyprowadzili Dianę. Była mocno związana sznurem. W jej oczach widać było łzy.
-Jesteś pewien swojej decyzji?-zapytał któryś z Soltarian.
-Tak- z bólem odrzekł Podoficer.
-W takim razie trochę się pobawimy- uśmiechnął się Obcy.
Dwoje Soltarian posadziło Dianę na krześle. Położyli jej ręce na podłokietnikach i wcisnęli przycisk. Momentalnie metalowe klamry ciasno zacisnęły się na nadgarstkach. Choć kobieta starała się wyślizgnąć jak kot, uścisk był zbyt mocny. Jeden z Obcych wyjął narzędzie wyglądające jak ogromny laser i zbliżył je do ręki Diany. Po chwili wszystkich oślepiło jaskrawe światło, a przyrząd zaczął wypalać na skórze kobiety tajemnicze znaki. Diana krzyczała i wiła się z bólu, Kosmici jednak nie przestawali. Kobieta zemdlała.
-Teraz twoja kolej -odezwał się jeden z Obcych wskazując obślizgłym palcem na Podoficera.
Mężczyzna zacisnął powieki. Był przerażony, a w jego głowie kłębiło się tysiące myśli. Paniczny strach przed bólem nie pozwolił mu spokojnie oddychać. Usłyszał jak Soltarianin sięga po broń. Czuł, że Obcy zbliża się do niego. Już wiedział, że nic go nie uratuje, gdy nagle… Obudził się w swoim mieszkaniu zlany zimnym potem. W rogu pokoju siedziała Viridiana i patrzyła na niego pytająco…
-Coś się stało?  -zapytał jej zdezorientowany.
Kobieta patrzyła na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po chwili wyjęła z szuflady list, otworzyła go i zaczęła czytać:
Zaproszenie
Uprzejmie zapraszamy Pana Podoficera Topaza Clever'a na bankiet z okazji setnej rocznicy rządów naszego władcy, Wspaniałomyślnego Krechce. Przyjęcie odbędzie się w Pałacu Soltero w najbliższą pełnię księżyca. Prosimy przybyć przed południem.
Zaszczytem dla nas będzie gościć Pana w naszych skromnych progach. Bardzo liczymy na Pańską obecność.
Generał Azer Hishe

Diana rzuciła w stronę Clever'a skrawek papieru, czekając na wyjaśnienia. Mężczyzna czytał w skupieniu zaproszenie,  ale nie odezwał się. Ponieważ wytłumaczenia nie nadeszły, odezwała się pierwsza.
-Co to ma znaczyć?
-To nie jest żadne zaproszenie -prychnął Podoficer. -To jest groźba. Chcą, abym podjął decyzję. Jeśli nie przejdę na ich stronę, Soltarianie mnie zabiją. Życzą sobie, bym sam do nich poszedł, jednak jeśli tak nie zrobię, przyjdą po mnie.
Virdiana zakryła dłonią usta. Zaczęła chodzić po pokoju, zastanawiając się nad czymś.
-Musimy wyruszyć i to już! -krzyknęła. -Nie mamy żadnego planu, będziemy musieli improwizować!
Kobieta obudziła rodzeństwo. Mieli bardzo dużo pracy, a tak mało czasu. Na szczęście poprzedniego dnia Clever załadował większość zapasów i sporządził listę, dzięki której pakowanie poszło sprawniej. Cała czwórka powinna opuścić Ziemię kilka godzin przed południem. Pracowali od czwartej rano i udało im się o dziewiątej wejść na pokład statku.
Resa i Koln ostatni raz obejrzeli się za siebie. Patrzyli na pustynny krajobraz, zastanawiając się czy jeszcze kiedyś wrócą. Musieli znaleźć sprzymierzeńców i pokonać wrogich Kosmitów.


poniedziałek, 22 stycznia 2018

powieść młodzieżowa II edycja PSP 1 Zdzieszowice



Postanowiłem z tym skończyć. Nie mogę zachowywać się jak dziecko tylko dlatego, bo zgubiłem ukochaną zabawkę. Zacząłem szukać jej po całym obozie, niestety nadaremnie. Nagle wpadł mi do głowy pomysł, gdzie ona może być. Szybko spojrzałem na wschodzące słońce, po czym uznałem, że mam wystarczającą ilość czasu. Wydawało mi się wtedy głupie, ponieważ logicznie nie da się znaleźć jakiegoś przedmiotu w miejscu, w którym nigdy mnie nie było! Lecz, jak to często ludzie mawiają : czasami rzeczy niemożliwe się zdarzają. I faktycznie, przybiegłem na to samo miejsce, na którym znajdowałem się wczoraj z Mią. Znalazłem nawet spinnera! Chciałem szybko stamtąd wrócić, gdyż wciąż dopadały mnie dreszcze na myśl, iż było to tylko wyimaginowane miejsce. W połowie drogi przewróciłem się, a sprawcą tego upadku był przechodzący przez nią czarny kot. A nie mówiłem, że to miejsce jest podejrzane?- zapytałem sam siebie. Na dodatek zgubiłem ścieżkę. Mając dość złych omenów, zacząłem krzyczeć o pomoc, ale nikt mi nie odpowiedział. Nagle zza drzewa wyszła postać odziana w czarną pelerynę sięgającą do kolan, lecz byłem w stanie rozpoznać w niej dziewczynę.
- M…Mia?- zapytałem, nadal nie wierząc. Dziewczyna z moich snów istniała naprawdę.
- Oi, Mareczku, Mareczku- powiedziała kucając obok mnie.- Tutaj nie każdy jest tym, za kogo się podaje.- dodała, podając mi kartkę, po czym wstała i założyła maskę. Nie wierząc w to wszystko, wstałem i ile sił w nogach pognałem w dal. Chciałem wrócić do obozu, choć na tamtą chwilę było to tyle niemożliwe co śnieg w środku lata. Za mną znikąd pojawiło się stado zwierząt, a ich jeźdźcy wykrzykiwali jakąś piosenkę, która brzmiał jak zaproszenie do ich gry:
Nie uciekaj, nie masz po co!
I tak cię złapiemy, zrobimy to prędko!
Lecz jeśli krąg ten przerwać chcesz,
Wstaw się w lesie, a gdzie- dobrze wiesz!
Czasu mało, czasu mało,
O północy zatoczy się koło!
W ostatniej chwili zdołałem schować się za drzewo. Najwyraźniej będę musiał dołożyć oliwy do ognia. A jeszcze wczoraj myślałem, że nie będę musiał się przemęczać. Życie jest takie niesprawiedliwe!

niedziela, 21 stycznia 2018

OPĘTANA.

Drogi Ojcze Catenburry,
przepraszam, że przeszkadzam Ojcu, ale mam pewien problem niecierpiący zwłoki i nie mam do kogo się z nim zwrócić. Problem ten jest bardzo delikatnej natury. Jak Ojciec zapewne wie, jestem służącą w domu panicza Alojzego i panny Annie. Całkiem niedawno, chyba przedwczoraj, zauważyłam dziwne zachowanie panienki Annie. Kiedyś była ona wcieleniem delikatności i niewinności, a teraz cały czas trzaska drzwiami i jest niemiła dla innych. Przyprowadziła również czarnego, bezpańskiego kota. Bardzo mnie przeraził taki obrót spraw, zwłaszcza ze względu na to, że panienka Annie jest brzemienna. Przeprowadziłam więc małe śledztwo w jej pokoju.