poniedziałek, 3 grudnia 2018

Destrukcja


        Po krótkiej rozmowie z Williamem Lira udała się na piętro do sypialni i położyła na ogromnym łóżku wzdychając ciężko. Powiedziała, że sukienkę dostała od przyjaciółki, którą pojechała odwiedzić, gdyż na nią była już za mała. Wątpiła, że mężczyzna jej uwierzył, w końcu nie był głupi. Ale nie to się teraz dla niej liczyło. Na głowie miała ważniejsze rzeczy.
Na przykład Aris.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Przebłysk




Ta noc była ciężka. Policja zatrzymała wszystkich, robiąc wstępne przesłuchanie. Gdy wreszcie była jej kolej, nic nie potrafiła z siebie wydusić. Chciała tylko wrócić do domu, więc, gdy tylko do niego dotarła, zrzuciła sukienkę na podłogę i bez zmywania makijażu położyła się spać.

niedziela, 25 listopada 2018

ŚMIERĆ.

Obudziłem się. Nie wiedziałem co powiedzieć. Ten sen na pewno coś znaczył, ale nie potrafiłem stwierdzić co. Poszedłem coś zjeść i wyszedłem na autobus. Po drodze zastanawiałem się dlaczego nie obudził mnie budzik. Zawsze go nastawiam i działa bez zarzutu. Spojrzałem na telefon i zobaczyłem, że został wyłączony. Nie przypominam sobie bym go wyłączał. Wsiadłem do autobusu i pojechałem do szkoły. Tam czekałam na mnie niespodzianka.

piątek, 23 listopada 2018

nowy kapitan


            Lata mijały, a kapitan statku starzał się. Wraz z wiekiem tracił charyzmę przywódcy i umiejętności zarządzania piratami, z tego też względu naturalną koleją rzeczy jego obowiązki przejął młodszy kolega. Większość obowiązków zaczął wykonywać Benio. Gdy zorientował się, że ma większą władzę niż starzejący się kapitan, postanowił z nim skończyć raz na zawsze.

środa, 21 listopada 2018

Nowy...wspaniały świat?


O świcie obudziły Wiktora jasne promienie słońca przedzierające się do jego pokoju przez zasłonięte żaluzje. Jego budzik nie wskazywał nawet piątek rano, a chłopiec nie czuł się ani trochę zmęczony. Wręcz przeciwnie, czuł się jak nowonarodzony. Wstał z łózka, przeciągnął się i już chciał wyjść z pokoju, ale przechodząc obok lustra zauważył, że wygląda zupełnie inaczej. Sylwetka chłopca była wysportowana i umięśniona. Pidżama, jaką włożył poprzedniego wieczoru, zniknęła, a w zamian pojawił się dziwny strój. Nie było to ubranie w jego stylu. Wiktor wolał podarte dżinsowe spodnie i za dużą, obszerną bluzę. W nowym stroju przypominał nieco superbohatera z filmu, który oglądał kiedyś z dziadkiem. Tylko…coś tu nie pasowało. Jeszcze raz spojrzał w lustro. Strój zamiast być kolorowy, był zupełnie wyblakły. Tak jakby ktoś zmył z niego wszystkie kolory. Pomyślał, że to może tylko jakaś wada wzroku, ale mylił się. Widział wszystko bardzo wyraźnie – nawet na daleką odległość. Rozejrzał się dookoła sypialni i uświadomił sobie, ze to nie tylko jego strój nie ma koloru, ale cały otaczający go świat również.
 Postanowił rozejrzeć się po okolicy. Przekroczył więc próg drzwi i wyszedł na dwór. Okolica nie przypominała tego, co było tu jeszcze wieczorem poprzedniego dnia. Panowała głucha cisza. Tej wioski, która tak bardzo mu się spodobała, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy, tych pięknych drzew, których z roku na rok przybywało, nie było. Nic nie zostało. Żadnych drzew, żadnej wioski ani gospodarstwa, na ziemi nie było nawet skrawka , na którym rosłaby zielona trawa. Okazało się, że nie mieszka już w swoim starym, drewnianym domku, tylko na parterze siedmiopiętrowego budynku. Na miejscu tego, co zniknęło  pojawiły się wielkie, niektóre nawet sięgające szarych chmur, wieżowce. Powietrze nie było takie czyste i świeże jak dawniej, tylko zanieczyszczone i brudne. Zamiast pięknego, czystego nieba, o którym Wiktor rozmyślał podczas wczorajszego spaceru do szkoły, była szara, pokryta ciemnymi chmurami, przestrzeń. Wszystko pokrywał czarny, roznoszący się w powietrzu pył. Jedyną rzeczą, jaka została było słońce, które nie świeciło już tak mocno jak dawniej, ale Wiktor pocieszył się, że przynajmniej świeci.
Na ulicach było pusto i cicho. Pierwsze, co przyszło chłopcu do głowy, to myśl o odnalezieniu choćby jednej osoby, która opowiedziałaby o wydarzeniach z przeszłości i o sytuacji panującej obecnie na świecie. Wiktor chodził nie tylko po głównych ulicach Nowego Jorku, ale też zapuszczał się na jego obrzeża. Nawet po długich, kilkugodzinnych poszukiwaniach nie znalazł żadnych oznak życia. Po całym dniu ciągłego ruchu, Wiktorowi zaczął doskwierać głód. Według mapy, zamieszczonej na ulotce, którą znalazł kilka godzin temu na chodniku, kilkadziesiąt metrów dalej powinna znajdować się restauracja Violini. Kilka kroków spacerem i był już na miejscu. Z wielką nadzieją, że będzie mógł coś zjeść wszedł do środka. Zamiast masy kolorowych stolików i śmiejących się, rozmawiających ludzi, zobaczył…całkowitą pustkę. Nie było nikogo, ani niczego. Czego on się spodziewał? Półki były puste, a zamiast pięknej woni rozmaitego jedzenia, w powietrzu unosił się szary smog.
Przez chwilę pomyślał, że to koniec, że został ostatnim człowiekiem na Ziemi i z tym nie da się już nic więcej zrobić. Gdy tak rozmyślał nad tym wszystkim, co go dziś spotkało, litera „V”, która dotychczas wydawała mu się zwykłym nadrukiem na kostiumie, zaczęła świecić. Nie na czarno czy szaro…tylko na piękny, jasnoniebieski kolor. Pierwszy raz od rana (choć jemu samemu wydawało się, że od wieków) na tym nowym dziwnym świecie zobaczył…normalny kolor.  Wiktor pomyślał, że musi to coś znaczyć. Od razu gdy wszedł do budynku, angielski odpowiednik pierwszej litery jego imienia, zaczął się świecić To musi być związane z tym miejscem. Uważnie rozejrzał się po pomieszczeniu, ale nie zauważył niczego podejrzanego. Jedyną rzeczą, która rzucała mu się w oczy była…

wtorek, 20 listopada 2018

sfinks


- Panie Sfinks, ostatnio w moim małym miasteczku Dodson zaczęły dziać się strasznie dziwne i jak dotąd niespotykane rzeczy…
- Co dokładnie masz na myśli? – zapytał mnie staruszek.
- Sam nie wiem do końca jak to nazwać – ze sklepów znikają towary, z parkingów samochody, a z sadów owoce, niedawno dotarły do mnie nawet słuchy o zaginionym sześciolatku…

sobota, 17 listopada 2018

Mesjasz


      Zosia szybko biegła po schodach. W jej głowie plątały się myśli. Jak Nikola mogła dołączyć do takich dziwaków? Dotarła na ławkę i usiadła na niej. Wyciągnęła z swojej torebki jakiś batonik i zaczęła go jeść.

    Chwilę później przeszła przed nią Nikola. Zosia była zdziwiona. Nikola zawsze nie omijała jej, bez żadnego przywitania się, a teraz szła szybki krokiem, a nawet można powiedzieć, że prawie biegła. Gdzieś się spieszyła, a Zosia nie wiedziała, gdzie. Ciekawość wzięła górę. Zawinęła raz ugryziony batonik w papierek i wsadziła go do torebki. Poczekała, aż Nikola zniknie jej z oczu i ruszyła za nią.

     Szła za nią w pewnej odległości. Nie chciała się narażać na to, że przyjaciółka ją zauważy. Nie zniosłaby następnej bójki z nią. Po długim marszu dotarły do starej fabryki. Nikola weszła do środka, a Zosia jeszcze przez chwilę stała jakieś 10 metrów od wejścia. Zastanawiała się czy  wejść do środka, czy jednak zostać na zewnątrz. Zdecydowała, że wejdzie, ciekawość ją rozpierała.
 

środa, 14 listopada 2018

czas niespodzianek



- Moje drogie, na pewno jesteście zmęczone po podróży – powiedziała beznamiętnym głosem ciotka. – Udajcie się do swojego pokoju, odpocznijcie, a wieczorem spotkajmy się na kolacji, wtedy zdradzę wam, jaki jest cel waszej wizyty w moich nieskromnych progach.

wtorek, 30 października 2018

powrót do przeszłości

                                                        
Obraz może zawierać: 1 osoba

Zorientowała się, że znajduje się w innym domu. Daleko mu było do nowoczesności i technologicznych urządzeń, jak w jej czasach. Cofnęła się do roku 2020. Wszystko było całkiem inne. Nie chodziły po mieszkaniu roboty i nie robiły wszystkiego za nią. Po ulicach jeździły samochody, a nie lewitujące deski. Laura zwiedzając dom znalazła wiele interesujących rzeczy. Mały, metalowy przedmiot z dziurką. Nie wiedziała, że to klucz, ponieważ u niej w domu drzwi otwiera się odciskiem palca. 

czwartek, 25 października 2018

Po co ta podróż?


- Ujrzałam przerażające oczy niczym wilka.
Rozmowę usłyszał Hedrikson i uspokoił siostry:
- Proszę się nie martwić panienko, jesteście ze mną całkowicie bezpieczne.
Woźnica powiedział, że już niedaleko do posiadłości Flowerson, na co Margaret parsknęła pod nosem:
- Nienawidzę tego miejsca ! ! ! – mówiła niby do siebie, ale i tak wszyscy ją usłyszeli, z czego była niebywale dumna.
            Po pewnej chwili dorożka z podróżującymi wjechała na drogę wiodącą do posiadłości, która otoczona była ogrodami. Ich oczom ukazał się ładnie zachowany, lecz rozbudowany i złożony ogród. W pełnym zieleni miejscu przebywali ogrodnicy, którzy przeszywali swoim wzrokiem, dopiero co zauważonych przyjezdnych.
- Wyglądają dziwnie, zachowują się jak zaczarowani, nie wydaje wam się ? – zauważyła Margaret.
Następne co przykuło ich uwagę to otwierająca się wielka, żelazna brama otaczająca posiadłość ciotki. Z ciemności wyłoniła się krewna sióstr, a wszystkich podróżnych od razu zaatakował zapach jej słodkich, intensywnych, duszących perfum. Skóra kobiety była bardziej biała niż skóra Etariel. Niby ciotka wygląda jak człowiek, ale ewidentnie da się wyczuć, że coś jest jednak nie tak jak być powinno. Przywodziła na myśl manekina. Na jej widok nawet koń zaczął się miotać i prychać z wyraźnym niepokojem. Siostry jednak zdecydowały się wyjść naprzeciw ciotce, by się z nią przywitać jak przystało na panienki z dobrego domu. Ciotka wyciągnęła jedną rękę ku nim bardzo specyficznie odchylając przy tym kciuk prawej dłoni. Podczas powitania twarz ciotki wyglądała jakby była pokryta woskową maską. Siostry odpowiedziały jej tym samym nieprawdziwym, sztucznym i wymuszonym uśmiechem.
- Witaj ciociu!  – donośnie powiedziała jedna z sióstr, chciała swym głosem okazać pewność siebie.
- Zapraszam do mojego cudownego gniazda – zaproponowała ciotka wskazując wielki dom.
Siostry odpowiedziały lekkim skinieniem głowy i niechętnie ruszyły za ciotką w głąb posiadłości, kierując się do budynku. Jak tylko goście przekroczyli próg domu ciotki, służba zamknęła drzwi budynku szklanym kluczem. W pomieszczeniu było nienaturalnie zimno, a w holu przywitał ich wzrok ludzi, którzy spoglądali na gości z portretów wiszących na ścianach. Ich uwadze nie uszedł także dziwny odgłos nieustannie tupoczących stóp. Odnieśli wrażenie, że dźwięk dochodzi do nich spod podłogi, tak jakby z wnętrza piwnicy. Kto tam może wydawać taki łomot ? Zastanawiała się Etariel, doszła do wniosku, że w najbardziej dogodnym momencie będzie trzeba się tego dowiedzieć. Znając jej upór i skłonności do pakowania się w problemy, nie wróży to niczego dobrego. Obrazy przedstawiały najróżniejsze postaci na przykład hybrydy, syreny, nimfy, nawet leprykony. Margaret przez chwilę odniosła wrażenie, że niektóre postaci wykonały ledwo zauważalny ruch, oczywiście nie mogła być tego pewna, być może zmęczenie podróżą dawało o sobie znać i po prostu coś jej się tylko wydawało. Stwierdziła w myślach, że nie zaszkodzi wykazać się wzmożoną czujnością przebywając jakiś czas u ciotki. Siostry podeszły do siebie i jednocześnie spojrzały do góry. Nad ich głowami ze szklanego sufitu zwisał ogromny, pięknie i bogato zdobiony żyrandol z wieloma żarówkami, niektóre z nich nie świeciły albo mrugały jakby zaraz miały przestać świecić. Do lampy natarczywie pchało się dziesiątki ciem. Wszystko to powodowało, że pomieszczenie było spowite w półmroku.
- Dlaczego zgodziłyśmy się na przyjazd tutaj ? Mam złe przeczucia – pożaliła się Etariel siostrze.
- Nie jesteśmy tu same przecież – trochę niepewnie, ale uspokajała Margaret.
Etariel rozejrzała się za swoimi towarzyszami podróży i nie mogła doliczyć się jednej osoby.
- Gdzie jest nasz woźnica ? – zapytała bardziej siebie niż kogoś konkretnego.