środa, 20 czerwca 2018

Między jawą a snem



Obudził mnie karaluch próbujący wedrzeć mi się do lewej dziurki w nosie. Cholera, co za gałgańskie warunki!  Jak mam w spokoju kontemplować obecną sytuację polityczną świata, kiedy po twarzy chodzą mi jakieś robale?
Szybko wstałem, bo karaluch zniknął mi z zasięgu wzroku, a nie miałem ochoty dłużej leżeć w tym samym łóżku co on. Ubrałem się i jeszcze z posmakiem pasty do zębów w ustach zobaczyłem kopertę leżącą na biurku. Podniosłem ją i wyjąłem ze środka kartkę:

Marku, chciałbym cię widzieć przed zbiórką w swoim gabinecie.
                                                                                  Kierownik Obozu,
                                                                                                         Ne

Nie zastanawiając się dłużej udałem się do gabinetu kierownika. W sumie nigdy go nie widziałem. Ani nie wiedziałem, gdzie jest jego gabinet.
Trochę się pogubiłem i staranowałem jakiegoś niewinnego kota - no, ale w końcu sam się nawinął - i jednak jakoś dotarłem. W sumie już w trakcie zbiórki, ale i tak nie miałem zamiaru się na nią stawiać. Cały ten obóz był jakiś sztuczny.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

List

Zagubiona Resa stała pośrodku wielkiej pustki. W mgnieniu oka czerń zaczęła zmieniać się w kolorowy, lekko rozmyty obraz. Tak...Resa znała to miejsce. Ziemia. Pełna roślin, zwierząt, słońca i wody. Krajobraz przedstawiał bór sosnowy, pośrodku którego leżała malownicza kotlina, a w niej- mała wioska z drewnianymi chałupami. Nastolatka przeszła niepewnie kilka kroków, była zbyt zafascynowana widokami tak bliskimi jej duszy. Jednak przy każdym kroku coś ją ograniczało, był to lekki, ale gwałtowny wiatr. Później nastąpiło trzęsienie ziemi tak potężne, że Resa wpadła w jedną ze szczelin w popękanej skorupie ziemskiej. Spadała z bezdenną przepaść, krzycząc w nadziei, że Koln wyskoczy i złapie ją.

Wszystko jasne

   

William dostał zlecenie, aby rozwiązać zagadkę skradzionego fragmentu piramidy Cheopsa z British Museum. Następnego dnia wstał wcześnie rano, aby przygotować pożywienie również dla swojego towarzysza Smitha. Po czym udali się do muzeum, aby szukać tropu, który pomógłby rozwiązać zagadkę. Jedyną rzeczą, która wzbudziła ich zainteresowanie była tajemnicza ściana, która przywołała pewne wspomnienia. William przypomniał sobie sztuczkę, której nauczyła go szamanka z Peru. Pamiętał również zakończenie i swój upadek do dziury.
Rozglądając się po pomieszczeniu,nie potrafił zebrać myśli. Obecność dzieci i hałas, nie pomagały mu. Detektyw zaczął żałować,że przyjął to zlecenie. Do tej pory nie miał żadnego tropu i zagadka wydawała mu się nie do rozstrzygnięcia. 

Nowa pasja


Dawniej po oceanach pływali piraci. Jeden z nich, Bruno darzył wodę szczególną miłością. Jednak pewnego dnia przez swoją lekkomyślność naraził się Posejdonowi. Ten za karę skazał go na wieczne poszukiwanie skarbów. W pierwszą podróż pirat popłynął do Egiptu. Spotkał tam dziwnego kota oraz mumię. Mężczyzna był tak przestraszony tym spotkaniem, że postanowił nie zaprzątać sobie głowy skarbem i ruszył w dalszą podróż. Nie zauważył jednak śledzącego go cienia. Kiedy znalazł się już w swojej kajucie doświadczył czegoś niezwykłego. Z nieba spadł mu list, który wiele wyjaśniał. Jego nadawcą był sam Hermes. Treść informowała Bruna, że rozgniewany Posejdon pod postacią egipskiego kota znajduje się statku i szuka księgi. Księgi, którą lata temu pirat zrabował w barze. Jej właściciele pijąc drinki i wszczynając bójki, nie zauważyli zniknięcia przedmiotu. Po konfrontacji z zwierzęciem pirat szybko przedostał się na mniejszą łódkę i wiosłując, chciał dopłynąć na najbliższą wyspę. Z bólem patrzył na tonący statek, z którym wiązał tyle wspomnień. Nagle zorientował się, że dotarł na wyspę znaną z czasów dzieciństwa. Nie minęło wiele czasu, gdy naprzeciw wyszedł mu… Bruno nie mógł uwierzyć- to był jego dawny przyjaciel Luis. Po niezwykle czułym powitaniu Luis zaprosił Bruna na rum.
W barze Bruno spotkał dwie kobiety, z którymi szybko się zaprzyjaźnił. Następnie udało mu się kupić nową łajbę od miłej staruszki. Następnego dnia pirat razem z nowymi towarzyszkami udali się na wyprawę na tajemniczą wyspę, gdzie stał olbrzymi, otoczony dużymi choinkami, zamek. Cała trójka postanowiła zbadać, co takiego znajduje się w tym pałacu. Niestety w jednej z komnat niespodziewanie pojawił się kot, który szybko zmienił się w Posejdona. Rozpoczęła się zacięta walka, jednak dzięki odrobinie sprytu Bruno wyczytał zaklęcie z księgi, a władca oceanów zmienił się w morską pianę.
Po tym incydencie mężczyzna wraz z wcześniej poznaną Mią i Klarą wrócił do domu. Od tej pory przestał organizować morskie podróże. Jego nową pasją stały się wycieczki rowerowe.

niedziela, 17 czerwca 2018

Unicestwienie


      ZdjÄ™cie użytkownika Asia KrzemiÅ„ska.

    Nie mogę uwierzyć w to, co przeczytałam. Po całym ciele przeszły mnie dreszcze i czułam, że opadam z sił. Jednocześnie serce waliło mi jak oszalałe. Podniosłam wzrok i zauważyłam zaniepokojenie w oczach Josha. Nie pozostało nam nic innego, jak odbyć szczerą rozmowę.
- Już dawno chciałem ci o tym wszystkim powiedzieć, ale nie miałem odwagi. Myslałem, że poradzę sobie z tym sam i ochronię cię przed problemami. W końcu mnie to przerosło – zaczął Josh.
Chłopak podszedł do mnie, podniósł z ziemi porozrzucane kartki i niepewnie spojrzał w moją stronę. Mocno go przytuliłam. Usiedliśmy na łóżku i zniecierpliwiona czekałam na jego wyjaśnienia.
- Zacznijmy od dnia, w którym wszystko się zmieniło. Parę tygodni temu, po powrocie ze szkoły, zorientowałem się, że w moim plecaku znajduje się książka, z którą nie miałem wcześniej do czynienia. Doszło do mnie, że w bibliotece zaszła pomyłka i otrzymałem nie tę książkę, której oczekiwałem. Okładka przyciągnęła moją uwagę, więc postanowiłem ją przeczytać. Nie wiedziałem, że przyniesie mi pecha. Na drugi dzień, w drodze do szkoły, zauważyłem tajemniczego chłopaka, który kręcił się w naszej okolicy. Początkowo nie zwrócił mojej uwagi, lecz po dłuższym czasie widywałem go coraz częściej, ukrytego w cieniu drzew. Miałem wrażenie, że mnie śledzi. Potem, gdy chciałem oddać książkę, na mojej drodze pojawiłaś się ty. Pamiętasz?
- No pewnie, że pamiętam. Zderzyliśmy się ze sobą. Tobie wypadły książki, a ja - nie wiedząc czemu - zabrałam tę, której nie pozbierałeś z ziemi – wtrąciła Amber.
- W bibliotece zorientowałem się, że książka zniknęła.
- Tę książkę zabrałam do domu, czytałam ją całą noc, ponieważ intuicyjnie czułam, że jest napisana specjalnie dla mnie. A dwa dni później w klasie pojawił się ON.
- Czy zauważyłaś, że od tamtej pory jest zupełnie inaczej?
- Masz rację, przecież Ashley walczy teraz w szpitalu o życie…
- No właśnie nie do końca, przecież cofnęliśmy się w czasie. Musimy to wszystko odkręcić, bo ucierpią kolejne osoby. Poza tym mamy obowiązek dbać o dobro Ashley.
- Kim właściwie jest Nathaniel?! Zobacz, coś jest z nim nie tak. Który człowiek samą swoją obecnością uśmierca innych albo cofa czas. Skąd czerpie takie moce i dlaczego ta książka znalazła się w moich rękach?
- Może to czysty przypadek. Wydaje mi się jednak, że musimy się jej pozbyć, a wtedy Nathaniel nie pojawi się w naszym życiu.
- Masz jakiś plan? - zapytałam niepewnie.
- Najrozsądniej byłoby, gdybym oddał książkę tam, skąd ją wziąłem. Muszę więc iść do biblioteki.

Dwie godziny później Josh i Amber wchodzą do biblioteki szkolnej.

- Dzień dobry. Chciałem oddać książkę. – powiedział Josh
i wyciągnął z plecaka tajemniczy rękopis.
       W momencie, gdy położył książkę na blacie, pani bibliotekarka pobladła na twarzy i potrąciła kubek z kawą. Wyglądała jakby zobaczyła ducha. Ręce zaczęły jej się trząść. Nagle wpadła w szał
i w przypływie emocji rzuciła z impetem książką o drzwi. Josh, zszokowany zaistniałą sytuacją, podniósł egzemplarz, chwycił mnie za rękę i razem wybiegliśmy z biblioteki.
    Teraz byliśmy pewni, że książka zagraża nie tylko nam. Nie rozumieliśmy zachowania tej pani, ale oboje byliśmy przekonani, że musimy ją zniszczyć. Najskuteczniejszą metodą będzie spalenie egzemplarza. Postanowiliśmy, że spotkamy się wieczorem przy opuszczonym lotnisku i tam pozbędziemy się książki.

Tego samego dnia, wieczorem, na lotnisku.

   Josh położył książkę w bezpiecznym miejscu, wyciągnął z plecaka kanister z benzyną i polał nią obiekt cierpień naszych przyjaciół. Myśleliśmy, że po paru minutach będzie już po wszystkim, jednak nie mogliśmy uwierzyć, iż płomienie wcale nie zajęły książki. Gdy ogień zgasł, książka pozostała nienaruszona. Byliśmy przerażeni, ale czuliśmy, że w tej sytuacji mamy siebie, a nasza relacja coraz bardziej się zacieśnia. Rozumieliśmy się bez słów. Czułam, że przy Joshu nic złego mi się nie stanie. Był dla mnie ostoją spokoju i bezpieczeństwa.
  Nie wiedzieliśmy co robić. Ukryliśmy się w jednym z lotniskowych hangarów. Chciało mi się płakać, ale Josh mocno mnie przytulił.
- Co teraz zrobimy? – zapytałam ze łzami w oczach.
- Skoro nie możemy się jej pozbyć, musimy ją przekazać komuś innemu. Musi to być ktoś daleko od nas, żeby osoba Nathaniela była poza naszym zasięgiem.
- Ale jak to zrobić? - zapytałam skołowana.
- Nie wiem… Wymyśl coś! - odburknął poirytowany Josh.
- Wyślijmy ją na drugi koniec świata. - powiedziałam ni stąd ni zowąd.
     Nie spodziewałam się, że mój pomysł okaże się aż tak trafny. Josh spojrzał na mnie z błyskiem w oczach. Umówiliśmy się, że następnego dnia spakujemy książkę i wyślemy ją pod przypadkowy adres gdzieś daleko od nas.
   W czwartek rano zawinęliśmy egzemplarz w biały papier i napisaliśmy adres. Było to miasto we Francji. Z jednej strony czuliśmy się źle, że ktoś inny będzie miał przez nas kłopoty, ale z drugiej wiedzieliśmy, że nie mamy innego wyjścia. Wysłaliśmy więc przesyłkę w podróż do pod Paryż. Nasz koszmar właśnie się skończył.

Kilka tygodni później…

      Nasze życie powróciło do normalności. Nikt nowy nie pojawił się w naszej klasie. Bawiliśmy się na balu, na którym nikt nie zginął. Ashley czuje się znakomicie, a pozostałe dziewczyny skupiły się na nauce, bo semestr okazał się dla nich słabszy niż w zeszłym roku. Ja i Josh zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej. Wiem, że mogę na niego liczyć. Jest dla mnie skałą, która nie zmieni swojego miejsca i zawsze będzie, gdy będę czegoś potrzebować. Poza tym łączy nas wspólna tajemnica.
      Nie wiem, jak to tłumaczyć, ale pani z biblioteki nas unika. Gdy wchodzimy coś wypożyczyć, wstaje i wychodzi. W naszej obecności sztywnieje i zachowuje się jak robot. Kiedyś mam coś wspominała podczas kolacji, że to nieszczęśliwa kobieta, bo jej córka próbowała popełnić samobójstwo. Wyszła z tego, ale do dziś jest jakaś dziwna i nie może się pozbierać… Czyżby to sprawka Nathaniela? Nie wiem. Jedno jest pewne: będę dbała o to szczęście, które było mi dane.

Dwa miesiące później…

     Siedzimy z Joshem u mnie w domu. Przygotowuję dla nas pyszny koktajl w kuchni, Josh włączył telewizor. Mieliśmy udany dzień, może dlatego, że wiosna obudziła się na dobre.
- Amber, chodź tu szybko! – zawołał mnie Josh. – Zobacz!
Zerknęłam na ekran odbiornika. Reporterka przekazywała nowe informacje:

Najświeższe informacje z Chartres pod Poaryżem. Policja bada sprawę tajemniczych samobójstw nastolatek. Fala targnięć na swoje życie dziewcząt z liceum w Chartres rozpoczęła się trzy tygodnie temu i co dzień wzrasta. Ktokolwiek wie coś na temat tych zdarzeń, proszony jest o kontakt z policją pod numerem telefonu…”

czwartek, 14 czerwca 2018

Spotkanie z wróżką



"Drogi pamiętniku, tydzień temu wyruszyłem w podróż do ruin bogini Ottara na cześć Rin. Zostałem zaopatrzony w mapę i złoty czajnik, w którym będę przenosił medalion. Mam nadzieję, że uda mi się bezpiecznie dotrzeć w to miejsce."

Alojzy przemierzając przez góry piasku, otworzył swoje oczy na świat. Po bardzo długiej i męczącej podróży hrabia był w połowie swojej drogi. Nagle usłyszał szelest piasku. Wtedy wyłoniła się z nich mała postać ze skrzydłami. Okazało się, że była to magiczna wróżka wielkości dłoni.

wtorek, 5 czerwca 2018

Wspomnienie...



Drogi pamiętniku,

Dawno niczego tu nie pisałam, bo strasznie dużo się u mnie ostatnio działo. Ja i mój brat kilka dni temu przeżyliśmy prawdziwą przygodę! To było coś niesamowitego!!!Spotkaliśmy dawnego przyjaciela naszego taty, który powiedział nam o tym, że nasz ojciec tak naprawdę nie zmarł w sposób naturalny, lecz został zabity przez ścigającą nas tajną organizacją. Przestraszyłam się, że teraz może nas spotkać to samo…
Armin oczywiście był podekscytowany całą sytuacją i wydawał się nie przejmować tym tak bardzo jak ja.
Poza tym wszystko działo się tak szybko! Skakaliśmy nawet ze spadochronu, czułam się jakby zaraz ktoś miał wyskoczyć i krzyknąć, że to ukryta kamera! Po przejściu odcinka drogi wyznaczonego przez Izaaka znaleźliśmy się w dziwnej piramidzie z prawdziwym labiryntem przejść, zaułków i ślepych dróg. Miałam uczucie, jakby minęło kilka godzin, cały czas bałam się, że organizacja nas dogoni i złapie. Bałam się, gdy tymczasem  mój brat wyglądał na niewzruszonego. Byłam strasznie zaskoczona, gdy trafiliśmy do małego pomieszczenia, w którym było strasznie duszno. Myślałam, że tam zemdleję! Na ścianach tej salki było pełno hieroglifów. Wyglądały tak samo jak te znajdujące się w dzienniku. W centralnej części pomieszczenia stała ogromna, staromodna waga z dwoma ramionami. Bardzo mi się podobała. Pod nią stała tabliczka z kilkoma hieroglifami. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to musi coś znaczyć. Podjęliśmy więc trud rozszyfrowania napisu. Zajrzeliśmy do notesu. Okazało się, że na wagę musieliśmy wlać krew dwóch przeciwników. Pamiętam,  jak fatalnie się wtedy czułam. Wszystkie mięśnie bolały mnie z wysiłku fizycznego, a oni chcieli ode mnie jeszcze jakąś idiotyczną krew! Później wszystko stało się tak szybko, że ledwo sobie to przypominam. Do pomieszczenia wpadło kilku zamaskowanych mężczyzn. Dotarło do nas, że to członkowie tajnej organizacji. Wcześniej Armin w torbie od Izaaka znalazł nóż. To nas uratowało, bo mieliśmy broń przeciwko złym ludziom! Byłam pod wrażeniem,  gdy zobaczyłam, z jaką gracją mój brat wywija nożem i unika ciosów mężczyzn. Tylko że Armin wcale nie próbował ich ranić, wręcz przeciwnie - dawał się im gonić po pomieszczeniu! Wtedy właśnie sobie uświadomiłam, co ma zamiar zrobić mój brat. W czasie gdy członkowie organizacji gonili mojego brata, on złapał za rękę jednego z nich i naciął ją ostrzem nad wagą, by krew spłynęła do jednej z miseczek.
Nagle cała piramida zaczęła się trząść! Czułam się jak na rollercoasterze. Gdy członkowie organizacji wybiegli, wyszłam ze swojej kryjówki i nacięłam nadgarstek, by moja krew popłynęła na wagę. Ten nacięty nadgarstek boli mnie zresztą do dzisiaj... Szczerze, to strasznie się teraz wstydzę tego, że uciekłam i skryłam się w kącie… Chociaż ci mężczyźni muszą się pewnie wstydzić bardziej niż ja! W końcu uciekli jak tchórze!
Gdy waga miała już krew naszą oraz przeciwnika, piramida przestała się trząść, a podłoga pod naszymi nogami się rozstąpiła i zobaczyliśmy małą, zamkniętą skrzynkę. Gdy Armin ją otworzył, zobaczyliśmy mały skrawek pergaminu. Byliśmy strasznie źli, że poświęciliśmy swoje życia dla kawałku kartki z głupimi rysunkami! Dopiero później Izaak powiedział nam, że to mapa do skarbu, o istnieniu którego wiedział tylko trzy osoby- on, nasz zmarły ojciec i mężczyzna ze zdjęcia! To wszystko było takie nierealne... Przyjaciel naszego taty przeprosił nas i powiedział, że odezwie się, gdy znajdzie skarb.
Żałuję, że nie mogliśmy iść z nim, ale co byśmy powiedzieli mamie..?
To było tak nierealne, że nadal próbuję się z tym oswoić.
Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś chciał napisać książkę o tej naszej przygodzie...
                                                                            -Atalia


poniedziałek, 28 maja 2018


UKRYTY ZAMEK


Mia weszła i usiadła na łóżku. Mężczyzna czuł się odrobinę głupio, bo podejrzewał ją o kradzież księgi.
- Powiesz mi o czym to jest? - spytała nagle Mia.
- Jeśli ci powiem, to pójdziesz ze mną na bal maskowy?
- Umiesz się targować, ale mówiłam już, że nie lubię chodzić na bale. A możemy wzamian popłynąć razem w podróż?
Bruno zastanawiał się czy na pewno może wyznać kobiecie sekret. Bał się, że zostanie wyśmiany i uznany za obłąkanego. Spojrzał na czarującą dziewczynę. Sprawiała wrażenie odważnej, szczerej i ufnej osoby. Ostatecznie postanowił jej wszystko opowiedzieć. Przez cały czas wpatrywała się w Bruna i słuchała z uwagą jego opowieści o Bogach, kocie i tajemniczej księdze.
- Myślisz, że już nie wróci? - wtrąciła Mia.
- Nie jestem pewien, ale mam nadzieję, że pozbyłem się go na zawsze.
- Bogowie nie odpuszczają tak łatwo.
- I tym się martwię. - powiedział załamując ręce pirat.
Słyszeli z oddali dźwięki muzyki z balu maskowego, ale nie obchodziło ich to. Poszli do innej knajpy coś zjeść, oboje zamówili zwykłą zupę, bo mieli przy sobie mało pieniędzy. Wyszli się przejść, a wokół nich latały motyle. Mieli wrażenie, że ich obserwują, jakby miały ludzkie oczy. Oczywiście była to tylko ich wyobraźnia. Przejrzeli razem księgę i umówili się w porcie o 7:00 rano. Bruno wrócił do swojego pokoju i rozmyślał o pięknej kobiecie. Była jak powiew świeżego powietrza dla mężczyzny, niespodziewana i potrzebna. Rano, pirat zabrał wszystkie swoje rzeczy i spotkał się z Mią przy jego nowej łajbie. Postanowili popłynąć w siną dal. Nie patrząc w tył, wyruszyli w podróż. Gdy tak żeglowali, w pobliżu łódki pojawiła się w wodzie jakaś czarna plama. Wyleciała w powietrze i wylądowała na żaglu, Posejdon nie dał za wygraną. Kot położył się i obserwował parę. Bruno i Mia nie zauważyli go i spokojnie dalej rozprawiali na temat księgi.
- Zobacz tam! - wykrzyknął nagle pirat.
- Czy to nie jest czasem jakiś zamek?
- Pierwszy raz widzę tą wyspę. To dziwne, bo wiele razy tu pływałem.
- Poczekaj, a nie było podobnego rysunku w tamtej książce? - wydukała Mia.
Otworzyli ją i na dziesiątej stronie spostrzegli narysowaną koronę, zwodzony most oraz góry.
- Spójrz na tą złotą tabliczkę niedaleko! Może ona oznaczać bogactwo i władzę, czyli jeden symbol się zgadza. - zauważyła kobieta.
- Masz rację, ale o co chodzi z tym zwodzonym mostem?
- Nie wiem, ale za tą wielką budowlą widać góry!
- Zobaczmy co tam jest - rzekł Bruno.
Wyszli na brzeg, a kot podążał za nimi. Sam pierwszy raz na oczy widział coś takiego. Znał te wody jak własną kieszeń, a nigdy nie zauważył tej wyspy.
- Chodźmy pod zamek. Może tam coś jest? - zasugerował Bruno.
- O jeju! Tam jest fosa i i opuszczony zwodzony most!
- Wchodzimy! - powiedziała Mia i ruszyła w stronę bram budowli.

sobota, 19 maja 2018

Gra pozorów

 
Następny dzień śledztwa zaczął się jak zwykle, szybkim śniadaniem i wizytą w miejscach zbrodni. Celem Zefira i Willa był szpital, w którym zginął ostatni świadek. Detektywi zaczęli przesłuchania od pielęgniarek dyżurujących na oddziale. Nadal były wstrząśnięte ostatnimi wydarzeniami, na ich twarzach widać było strach i niedowierzanie, a na oczach- niepokój o następny dzień. Pierwsze pytanie zadał Harrison: