niedziela, 22 kwietnia 2018

Jaskinie Wyklętych



     “Nastąpiło nagłe przerwanie testu nad prototypem rzędu trzeciego. Wszyscy są proszeni o ewakuację z poziomu drugiego. Prosimy udać się niezwłocznie na poziom piąty, do schronów nr 3 i 4.” - do uszu Resy dobiegła zwięzła instrukcja. 

     Całe jej ciało pulsowało wodospadem bólu, spowodowanym przez przygniatające ją do podłogi odłamy zburzonej ściany. Pomyślała, że coś musiało wybuchnąć w kuchni, ponieważ wszędzie walały się garnki i patelnie. Dziewczynka była mocno okaleczona i poobijana, posiadała bardzo niewiele siły i czuła, jakby miała za chwilę zemdleć. Niespodziewanie coś zaczęło poruszać kawałkami twardego materiału, przez co Resa po chwili mogła dostrzec czerwone światło, które gasło i zapalało się na zmianę. Białowłosa delikatnie przetarła twarz, na której pozostały maleńkie odłamki ze ściany. Po krótkiej chwili dziewczynka spostrzegła przed sobą zarys postaci, która wyciągnęła ją spod gruzu. Przypominała jej Pannę Migotkę, z książki, którą dawno temu ktoś jej czytał.

Wyprawa po Egipcie


 Annie obudziła się nagle. Leżała na łóżku, w swojej zniszczonej sypialni. Przez chwilę leżała, próbując zebrać myśli. Gdy ocknęła się całkowicie, próbowała wstać, jednak coś nie pozwoliło jej na to. Tym czymś były grube liny, używane do spuszczania kotwic. Ściskały ją niemiłosiernie, zostawiając zadrapania na jej delikatnej skórze. Liny wpijały się w jej ciało przy każdym ruchu, więc postanowiła sie nie szarpać. Rozejrzała się natomiast dokładnie.

środa, 18 kwietnia 2018

Tajemnicze miejsce


Ashley przewieziono do szpitala, natomiast ja zostałam w szkole z innymi uczniami. Atmosfera była bardzo napięta i nikt nie bawił się dobrze.  Pomimo jednak ogromnego bólu, który mi doskwierał, instynktownie czułam, że kiedyś to się skończy... Josh postanowił mnie pocieszyć.
-Wiem, że martwisz się o swoją przyjaciółkę- powiedział chłopak, jednocześnie przerywając niezręczną ciszę. 
-Nie masz racji. Jestem beznadziejna. Ona cały czas cierpiała. Ashley… Powinnam być dla niej wsparciem, takim jak tarcza dla rycerza, a tym czasem… Nigdy sobie tego nie wybaczę! Zachowywałam się jak żmija- szlochałam.
-Ej, Amber, nie mów tak, bo to nie jest prawda... Zrobiłaś wszystko, co było w twojej mocy… Starałaś się tak bardzo…, a teraz… Skończ już płakać, weź się w garść i chodź ze mną.
- Dokąd? – spytałam.
- Nie mogę ci tego zdradzić. Zresztą… sama zaraz zobaczysz. Niespodzianka czeka- dodał.
Właściwie nie wiem, dlaczego, ale wstałam niechętnie. Josh obwiązał moje oczy pachnącą apaszką. Następnie wziął mnie za rękę i ruszyliśmy. Prowadził mnie powoli. Trzymając go, ostrożnie stawiałam kroki, z każdą chwilą coraz bardziej niepewna, ale i podekscytowana tym, co miałam wkrótce zobaczyć w tajemniczym miejscu. Nie mogłam się doczekać, gdy nagle Josh zatrzymał się. Na twarzy poczułam delikatny powiew wiatru.
- Czy mogę już zdjąć apaszkę?- spytałam i zniecierpliwiona, i podekscytowana zarazem.
-Wytrzymaj jeszcze chwilę – odparł, w dalszym ciągu trzymając mnie za rękę.
Zrobiliśmy jeszcze kilka kroków i… Gdy Josh rozwiązał materiał, zaniemówiłam z wrażenia.

Otaczała nas cudowna okolica. To musiał być ten nowy park, który ostatnio otworzyli u nas w mieście! Wokół znajdowały się olbrzymie drzewa, a u ich podnóży zauważyć można było małe brązowe grzyby. Staliśmy na drodze pełnej małych, białych kamyków. Po prawej spokojnie rosły niezwykle śliczne krzewy różane, a na środku stała piękna altana przyozdobiona lampionami. Niebo lśniło milionami gwiazd, a księżyc w pełni odbijał się od tafli wody pobliskiego jeziorka. Tu było idealnie.
Musiałam przyznać, że Josh bardzo się postarał! Wszystko było ozdobione złotymi lampionami, a w altance na małym stoliku stało mnóstwo białych świec. Niewątpliwie wybrał idealną noc- niebo lśniło milionami gwiazd, a księżyc w pełni odbijał się w tafli wody pobliskiego jeziorka. Było cudownie, wszystko wyglądało jak we śnie czy też uwielbianych przeze mnie komediach romantycznych.
Wydawało mi się jakby czas wcale nie płynął w tym miejscu, śmialiśmy się, żartowaliśmy i rozmawialiśmy całą noc. Josh patrzył na mnie swoimi szeroko otwartymi, pełnymi radości oczami. Tak- poznał, że sprawił mi przyjemność. Dzięki niemu zapomniałam o całej tej sytuacji z Ashley. Czułam przypływ energii i… szczęścia…
Aż do momentu, w którym tę niezwykłą chwilę przerwał dzwonek telefonu... Odebrałam go, a po skończonej rozmowie odetchnęłam z ulgą...
-Dzwonili ze szpitala, z Ashley wszystko dobrze. Będzie jeszcze musiała brać leki i uczęszczać na zajęcia to psychologa, ale wyjdzie z tego- odezwałam się. 
-Cieszę się, że wszystko się ułożyło. Nie mogłem już patrzeć, jak się smucisz. Nie lubię patrzeć na łzy w twoich oczach.
-Dlaczego?- zapytałam zaintrygowana.
-Gdy płaczesz, jesteś jak bezbronny ptak zamknięty w klatce. Wydajesz się być taka bezradna.
-Naprawdę?! Ja czuję się wtedy jak kaktus na środku pustyni. Samotny, niemający w nikim wsparcia- wyznałam.
-Teraz jestem z Tobą i już nie pozwolę, żebyś czuła się samotna- powiedział i objął mnie ramieniem. Odwzajemniłam uścisk. Późnym wieczorem wróciłam do domu. Położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam. Tej nocy po raz pierwszy od…(nie pamiętam od kiedy) nie miałam koszmarów. Wręcz przeciwnie, śnił mi Josh i nasza … przyjaźń. 



niedziela, 15 kwietnia 2018

Zbity z tropu


- Co ty tutaj robisz?! - krzyknął przestraszony Zefir.
- Uspokój się, spotkałem się z tobą, by ci pomóc - odrzekł pokrzepiająco Peleryniarz. - Czy naprawdę nie zauważyłeś, w jakiej sytuacji się znalazłeś? Naprawdę sądzisz, że jesteś na tyle bystry i jako pierwszy odnalazłeś wszystkie wskazówki i liściki? Nie zorientowałeś się, że to nie jest seria przypadkowych zdarzeń? Celowo ci pomogliśmy!
- Jacy my?! - zapytał przerażony Zefir. 
Nagle zza zasłony mgły wyłonił się duch w ludzkiej postaci, który podszedł do mężczyzny w długiej pelerynie i bez słowa wpatrywał się w Smitha.
- O co chodzi, kim jesteś? - zapytał roztrzęsionym głosem mężczyzna.
- Jestem autorem pierwszego listu i ostrzegałem was, żebyście trzymali się z Williamem od tej sprawy z daleka.
- To ty jesteś Spadochroniarzem? O co tutaj chodzi?
- Dzięki tabletce, którą ci podesłaliśmy, znajdujesz się w świecie, do którego zwykły śmiertelnik nie ma dostępu.
- Czy już... umarłem? - przerwał mu podladły Zefir. 
- Nie, to ta tabletka spowodowała, że możemy się ze sobą kontaktować - odpowiedział. - My nie żyjemy, ale ty masz szansę nas pomścić i przy okazji naprowadzić Williama na trop złodzieja i jednocześnie naszego mordercy.
- Jak mogę wam pomóc i dlaczego akurat ja? - spytał zdezorientowany Smith.
- Wybraliśmy cię, żebyś pomógł Williamowi, któremu ta sprawa zawróciła w głowie. Nie jest on już w stanie trzeźwo myśleć, dlatego potrzebuje kogoś, kto rzuci inne światło na tę sprawę.
- Pomogę wam, ale... No rozumiecie... Chcę czegoś w zamian...Hmm... Pragnę być tak dobry jak William, do tego chcę, by moje życie wyglądało jak bajka.
 - Umowa stoi. Przekażemy ci wskazówki, dotyczące waszego śledztwa. Uważajcie jednak, złodziej to niebezpieczny człowiek, czego dowodem jest obecność naszych dusz na tym świecie.
Zefirowi zaczęło kręcić się w głowie. Nagle poczuł taki hałas, jakby ktoś tuż przed jego głową uderzał z impetem w dwie patelnie.  Padł na ziemię, przykrywając uszy rękoma. W chwili uderzenia o ziemię całą jego wizję spowiła nieprzenikniona czerń. W tym stanie bezwładności był może kilka sekund, jednak dla niego trwało to długie godziny. Chwilowa utrata świadomości nie pozwoliła mu zrozumieć barwnego monologu Williama. Każde usłyszane słowo uświadamiało mu, iż jego podróż po swojej świadomości dobiegła końca i że już na stałe zakotwiczył się w ludzkiej rzeczywistości.
- Halo! Ziemia do Zefira! Słuchasz mnie w ogóle?! - zapytał poirytowany Wiliam.
- Yghhh... Tak, słyszę cię głośno i wyraźnie...- odpowiedział niemrawo skołowany mężczyzna.
- Masz ochotę na kawę? Musimy przemyśleć, co udało nam się do tej pory wywęszyć.
- Dobra, ja postawię, bo ty nigdy nie masz drobnych - rzekł żartobliwie Zefir.
- Ano nie mam, ale za to mam kartę płatniczą tylko z drobymi - odgryzł się uszczypliwie William  i roześmiał się w głos. – Ruszajmy więc.

Piętnaście minut później mężczyźni znaleźli się w przytulnym pubie "Pod Pikadorem". Wnętrze baru było ciepłe, ogrzewane żarem kominka. Lokal pomału robił się pusty, dlatego Zefir i William bez problemu znaleźli wolne miejsce w kącie dość obszernej sali. Obaj odczuwali zmęczenie po całym dniu intensywnej pracy detektywistycznej, ale jednocześnie chcieli drążyć dalej, by rozwikłać w końcu tę skomplikowaną zagadkę.
Milczenie mężczyzn przerwał odgłos czajnika dobiegający z kuchni, który jednocześnie ich ożywił i spowodował rozpoczęcie burzy mózgów. Po krótkiej wymianie zdań do stolika podszedł kelner w celu uregulowania rachunku. Zefir sięgnął do kieszeni po drobne, ale coś zaszeleściło mu w dłoni. Poza portfelem wyglądało to na średniej wielkości kawałek papieru. Zapłacił za kawę, po czym przeprosił Williama i udał się do łazienki. W toalecie wyjął z kieszeni zmięty papier, rozłożył go i z ciekawością przeczytał. Wiedział już, co to jest i wiedział również, że rozwikłanie tej zagadki jest dla niego szansą na wygryzienie detektywa, dlatego nie pozostaje mu nic innego, jak przekazanie Williamowi fałszywej instrukcji.
Zefir wrócił do stolika i natychmiast zaczął naprowadzać detektywa na zły trop:
- Wiesz Wiliam, przyszła mi do głowy taka myśl. Kilka lat temu przeczytałem świetną powieść detektywistyczną. Była tam mowa o zbrodni podobnej do tej, z którą teraz mamy do czynienia. Może zacznijmy działać w podobny sposób, tak jak ten literacki detektyw.
- Czyli jak? - zapytał zaciekawiony William.
- Posłuchaj, zróbmy tak - i Zefir zaczął mówić, a słowa tak szybko wypływały mu z ust jak woda z wodospadu. -  Pójdźmy jeszcze raz do szpitala i wypytajmy personel, co wie na temat dziwnego zniknięcia ofiary. Zanalizujmy dokładnie mowę ciała naszych rozmówców – ona nam powie więcej niż ich słowa. Następnie udajmy się ponownie do muzeum. Porozmawiajmy raz jeszcze z ochroną, a do mediów podeślijmy informację, że sprawca został schwytany. Następnie zarzućmy przynętę w stronę dyrektorów muzeum. Aż trudno uwierzyć, że ktoś wyniósł taki eksponat i nie został zauważony. Nocą natomiast pójdźmy jeszcze raz do klubu. Może tam dowiemy się czegoś jeszcze?
Zefir przełknął ze zdenerwowania ślinę i  sam próbował sobie wmówić, że nakarmił Williama swoimi kłamstwami oraz skutecznie zbił go z tropu. William natomiast patrzył z przymrużonymi oczami na swojego rozmówcę, po czym uśmiechnął się szyderczo pod nosem i tajemniczo pokiwał głową na znak zgody... 

czwartek, 29 marca 2018

Nowe czasy

/kontynuacja oparta na rozdziale “Zemsta na Mariannie”/
Czułam jak z każdą chwilą moje serce biło szybciej. Można było szybkość tę porównać do prędkości bicia serca małej myszki, uciekającej przed wężem. W głębi czułam że zaraz eksploduję.  Lecz nie mogłam sobie na to pozwolić. To, że udało nam się zemścić na Mariannie, nie znaczyło wcale zawieszenia broni. Można to było nazwać stanem międzywojennym. Nie mogłam się czuć bezpieczna, bynajmniej nie w szkole, ale tu? Przy Marcelim...  Wszystko było inne. Po tym pocałunku wiedziałam, że nie mogę odmówić.

wtorek, 27 marca 2018

CIĄG DALSZY CIĘŻKIEGO ŻYWOTU RESY.

Resa obudziła się, spojrzała w lustro i przejrzała się w nim. Podczas gdy była nieprzytomna, ktoś musiał ją wykąpać i przebrać, bo wyglądała jak nowo narodzona. Kaskada loków opadała na jej przyrumienione ramiona, a na twarzy zagościł lekki uśmiech.  Jednak największe wrażenie robiła suknia, w którą Resa była przyodziana. Choć  pochodziła ona z bogatej rodziny imperialistów, to jeszcze nigdy nie widziała czegoś tak pięknego. Mogłoby się wydawać, że suknia jest zrobiona z gwiazd, a delikatny materiał, który miała na ramionach, z drogi mlecznej. Nagle drzwi się otworzyły i wyszła z nich mała kosmitka.

sobota, 24 marca 2018

niecne plany


      


   Mimo niepokoju, którego doznał przez klątwę rzuconą na narzeczoną, czuł się na tyle silny, by obserwować otoczenie i nie zmrużyć oka. Fascynowały go egzotyczne rośliny, które porastały jałowe stepy. Co jakiś czas widział dorodne kaktusy, nad którymi unosiły się rachityczne ptaki

środa, 21 marca 2018

KOLEJNY KAWAŁEK UKŁADANKI





    Była 23.21, kiedy William i Zefir dotarli na komendę policji. Nad budynkiem wisiał znak londyńskiej policji w kształcie tarczy. Porucznik Kruk przyjął ich od razu. Bardzo przejął się ich śledztwem i wysłał 3 zastępy funkcjonariuszy ‘w cywilu’ pod Roses&Black, jako obstawę. 

poniedziałek, 19 marca 2018

Umrę, Mia?

 Kolejnej nocy też nie mógł zasnąć. Może dlatego, że ostatnie sny nie dawały mu spokoju albo po prostu spanie w namiocie nigdy nie było jego marzeniem. Jego przyjaciel był chyba największym nudziarzem na świecie. Odpływał zaraz po dwudziestej pierwszej. Komórki na wstępie im zabrano (jeden z obozowiczów schował swoją gdzieś między ubraniami i wojskowy Mariusz był naprawdę wkurzony). Spinnera gdzieś zgubił, a na paczkę od rodziców nie mógł liczyć. Jeszcze kilka dni temu taki obóz daleko od jego rodzinnego miasta byłby szczytem marzeń. Warszawa była okropnym miejscem i nikomu nie życzyłby nawet weekendu w stolicy. Przynajmniej jego ojciec realizował swój amerykański sen (jemu został tylko warszawski koszmar).  

piątek, 16 marca 2018

Trudna decyzja

Wszyscy czekali uzbrojeni w tarcze, miecze i strzały z łukami. Po kilku minutach niepokoju i zniecierpliwienia dostrzegli zbliżające się karoce, które wiozły fałszywego Quetzalcoatla. Mieszkańcy wrócili do domów i odłożyli bronie. Cichy Jaguar, Hanna i Louis postanowili przywitać boga przed głównym wejściem, które wyglądało jak chiński most. Gdy już dotarł, rozgościli go w rzadko używanej sali przyjęć. Następnie kilka mieszkańców podeszło, aby złożyć ofiary nieprawdziwemu bogu.