niedziela, 11 lutego 2018

ZEMSTA NA MARIANNIE




      Razem z Marcelim obmyśliliśmy każdy najdrobniejszy szczegół planu. Zaraz po ostatnim dzwonku udaliśmy się do jego domu. Okazało się, że Marceli ma słabość do kotów. Gdy usiedliśmy na kanapie do naszych nóg zaczął się łasić Donat. Był bardzo “puszysty”. Właściwie to był po prostu gruby.

    W domu Marcelego nikogo nie było, ponieważ jego mama poszła na zakupy, a jego tato był w pracy. Zaskoczyło mnie trochę, że był murarzem.
Po tym, jak zapoznałam się z Donatem, Marceli umówił się z Marianną na ,,randkę’’. Trochę mnie to zabolało, ale przecież wiedziałam, że to tylko część naszej zemsty. Marceli poszedł do pokoju poszukać Viniego - żółwia Marianny, którego poprzedniego dnia zabrał z jej domu. Marianna była zrozpaczona stratą ukochanego żółwia.


     Wyszliśmy z domu Marcelego i tam się rozstaliśmy. On poszedł odebrać Mariannę, a ja udałam się na umówione miejsce spotkania. Marceli już wcześniej upewnił się, że Marianna trzyma w torbie moje klucze. Idąc na umówione miejsce rozmyślałam, czy to właśnie ja mam szansę znaleźć się na szkolnej liście sław. W końcu dotarłam na polanę z czterema dużymi ulami. Perfekcyjne miejsce na randkę z Marianną, prawda?

      Zaczęłam się już denerwować, a Marianna i Marceli nadal nie przychodzili. Czułam się zazdrosna, że spędzili razem tyle czasu.
W końcu Marceli i Marianna pojawili się na horyzoncie. Z oddali widziałam grymas niezadowolenia na twarzy Marianny, gdy mnie zobaczyła. Ja też się nie cieszyłam, że ją widziałam.
Marceli i Marianna stanęli naprzeciwko mnie. Marianna założyła ręce na piersiach i powiedziała do Marcelego:
-         Dlaczego ta osoba też się tutaj znajduje?
-         Yyyy… no nie wiem, może po prostu poszła się przejść?
-         Jasne! Uważaj, bo uwierzę.
-         Taaa, myślisz, że dla mnie to przyjemność też cię tutaj spotkać? Chyba masz coś, co należy do mnie.
-         Mówisz o tym? - odpowiedziała Marianna wyjmując ze swojej skórzanej torebki moje klucze. -  Mogłaś się bez nich w ogóle dostać do domu czy spałaś na wycieraczce, gdzie twoje miejsce? W sumie to i tak lepsze niż ten karton, w którym śpisz na co dzień.

   Poczułam, jak płoną mi policzki. Marianna właśnie bardzo boleśnie przekroczyła granice wszelkiego wstydu. Dlaczego jest aż tak niemiłosiernie wredna? Na szczęście uratował mnie Marceli.
-         Marianno, sądzę, iż nasza dalsza konwersacja nie ma żadnego sensu merytorycznego, albowiem egzystujesz w zbyt płytkim brodziku intelektualnym, a twoja elokwencja nie jest adekwatna do mojej erudycji, co koliduje z moimi imperatywami.
Marianna popatrzyła na Marcelego w bezdechu. Bardzo jej tak dobrze.
-         Nalegałbym, abyś zwróciła Julii jej własność. Gdyż inaczej będę zmuszony użyć tych oto pszczół.

     Marianna dopiero teraz zauważyła ule, przy których staliśmy. W jej oczach zapłonęły żywe emocje, a po jej policzkach spłynęły łzy. Nawet nie podjęła wysiłku, aby to ukrywać. Była spanikowana. Wreszcie przegrała.
Rzuciła mi klucze i z krzykiem uciekła z polany, na początku było mi jej nawet trochę żal lecz z czasem to uczucie zniknęło.

     Nawet nie zdążyłam zastanowić się nad zdarzeniami dzisiejszego dnia, a Marceli złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Jego usta delikatnie muskały moje. Mój pierwszy pocałunek! Z Marcelim! Czy mogłam być szczęśliwsza?
-         Przepraszam - powiedział zmieszany. - Nie mogłem się już dłużej powstrzymywać.

      Potarł ręką kark, a ja stałam onieśmielona. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiliśmy, tylko chłonęliśmy tę chwilę. Wreszcie Marceli wyjął z kieszeni kartkę i zapytał:
-         Wiesz… w szkole będzie ten bal i… zastanawiałem się, czy może… nie zechciałabyś ze mną pójść?
Popatrzyłam na zaproszenie.

                                                              ZAPROSZENIE


     Szkoła Społeczna nr 7 im. Juliusza Słowackiego w Warszawie ma przyjemność zaprosić wszystkich uczniów oraz nauczycieli na bal z okazji Dnia Wiosny, który odbędzie się 21.03 na sali gimnastycznej o godz. 18.30. Prosimy o wcześniejsze zgłoszenie uczestnictwa u p. Kowalskiej. 
                                                                                              Samorząd Uczniowski

-         To… pójdziesz ze mną?


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza