środa, 3 stycznia 2018

najszczęśliwszy dzień?

Poranek był piękny. Pierwsze promienie budzącego się słońca padały na otuloną we śnie dziewczynę. Mimo iż nie chciała chociażby zacząć tego dnia, wiedziała, że za błędy trzeba płacić, teraz czy później. A nóż wszystko się rozwiąże. Z powodu zastępstw lekcje zaczynała dopiero o godzinie 9:00.

Przechodziła właśnie obok sąsiadki, która pełniła w okolicy funkcję kamery. Zawsze wiedziała wszystko o wszystkich, dlatego postępując z nią należało zachować ostrożność.
- Dzień dobry pani Bee!
- Witaj kochana Liso!- nigdy nie udało się jej przekonać, że Amber to Amber, a nie żadna Lisa. No, ale jak tu przekonać staruszkę?
- Czy słyszałaś może, o takim dżentelmenie, który się przeprowadza? Do tej pory mieszkał zaraz obok, w Zachmurzonej tęczy, lecz w następnym tygodniu usiedli się w Żółwim samolocie.- tak, ta miejscowość miała dziwne nazwy, brane od jeszce bardziej niecodziennych domów we wsi, a ten najdziwniejszy należał do rodziny Clats'ów, czyli do Josha. Nie wyobrażała sobie, że jej miłość z ławki w zaledwie pięć dni zniknie z jej małego świata, aby zauroczyła się w nim kolejna naiwna dziewczyna. Gdy tak pogrążała się w ponurych myślach, niespodziewanie zderzyła się ze swoim 'obiektem westchnień'. Przerażona leżała na asfalcie, gotowa na dalsze obelgi. Ale nie nastąpiły. Zamiast tego chłopak wyciągnął ku niej dłoń, pomagając wstać. Nie spodziewała się takiego gestu, zwłaszcza po wczorajszej kłótni.
- Wiesz, przepraszam, że ostatnio na ciebie nakrzyczałem. Głupio wyszło- podrapał się ze zdenerwowaniem w kark.
- Nic nie szkodzi, to w końcu moja wina- uśmiechnęła się zawstydzająco. Nareszcie miała okazję wszystko naprawić!
- Po prostu przyznaj się następnym razem. No, a teraz szkoła czeka- dodał z kwaśną miną.
To był jeden z jej ulubionych dni w życiu. Kto wie, może nawet zapisze tą szczęśliwą datę w kalendarzu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz