wtorek, 21 listopada 2017

Sen

Powoli, na nogach jak z galarety, prowadziłam Josha na górę, do mojego pokoju. Próbowałam za wszelką cenę odwieść go od tego pomysłu.
- Może jednak usiądziemy w salonie, bo tu nie jest posprzątane…
- Ależ po co, nie przeszkadza mi bałagan.
Nawet nie zdążyłam podać następnego argumentu, a Josh otworzył drzwi do mojego małego królestwa. Na wstępie zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Zestresowana zerknęłam na książkę, która była własnością Josha. Leżała lekko zasłonięta zeszytami szkolnymi, lecz bystre oko by ją dojrzało.
- Mógłbym poprosić o herbatę? - zapytał nastolatek.
- No jasne, zaraz Ci przyniosę.
Powoli wróciłam do kuchni, aby zagotować wodę. Naprawdę miałam nadzieję, że Josh nie zauważy swojej własności. A jeśli? Będę musiała mu to jakoś wytłumaczyć. Nawet jeśli los będzie mi sprzyjać, to i tak powinnam mu to wyznać. Nie mogę być nie fair wobec niego. Gdy woda skończyła się gotować, postawiłam cały serwis do herbaty na tacę i powędrowałam na górę. Miałam zajęte ręce, więc łokciem otworzyłam drzwi do pokoju. Josh stał zwrócony do mnie plecami. Nagle odwrócił się, a moje serce wręcz stanęło. Trzymał on w dłoniach tę przeklętą książkę! Czemu nie mogłam tego dnia oddać mu jej, gdy się o nią pytał?
- Co to ma być Amber?
Zatkało mnie. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie ani słowa.
- Odpowiedz mi! - niebezpiecznie podniósł głos, a w jego oczach przemknął cień furii.
- Ja… ja chciałam Ci to wytłumaczyć…
- Jesteś zwykłym kłamcą! A ja myślałem, że jesteś inna niż te puste laski z naszej szkoły! Chyba możemy zakończyć naszą znajomość!
- Josh, poczekaj!
Niestety nie zatrzymałam go. Wyszedł z trzaskiem drzwi. Co ja najlepszego zrobiłam? W napływie furii zaczęłam rozbijać i niszczyć rzeczy, które znajdowały się dookoła. Ostatnia gwiazda nadziei na przyjaźń z Joshem zgasła. Nie potrafiłam opanować agresji w moim ciele. Zahaczyłam poduszką o żyrandol zwisający z sufitu. Ledwo co zdążyłam odsunąć się przed uderzeniem w głowę. Zrozpaczona zaczęłam przeraźliwie płakać. Niestety jutro jest szkoła. Będę musiała stawić czoło wszystkim przeciwnościom. Postanowiłam napisać list do Josha. Wyznam w nim całą prawdę o moich uczuciach i tej książce…

Drogi Joshu!

W związku z zaistniałą sytuacją chciałabym Ci wytłumaczyć kilka spraw.
Po pierwsze, twoja książka była piękna. Zupełnie się w niej zatraciłam. W zupełności rozumiem twoją złość, lecz powinieneś wysłuchać mnie, zanim wyszedłeś z mojego domu z hukiem. Nie zrozumiesz powodów, dla których nie oddałam Ci książki.

Twoja Amber


Wrzucę ten list jutro do jego szafki. Lecz nie wiem co postanowić w swojej sprawie. Kości zostały rzucone, a moja przyszłość przesądzona. Zobaczę co los przyniesie, a teraz czas na tak długo wyczekiwany sen po ciężkim dniu. Nie spełnił jednak moich oczekiwań. Kolejne sceny- twarz Josha, orzechowe loki przysłaniające czoło… Każda kolejna mara był tylko cieniem poprzedniej. Nagle coś wyrwało mnie ze snu. Głośny trzask, upadek, choć wcale nie spadałam. Sufit otulony brzaskiem szarej mgły. Znów zamknęłam oczy. Chciałabym móc panować nad snami. Kolejne z nich przemykały jak spłoszone konie przez myśli, a casting na główną rolę wygrał Josh. Jedyny na sali. Bordowe kotary zwieszały się z zaparowanych okien. Nie mogłam się ruszyć i, jak rzeźba, śledziłam jego postać, będąc niewidzialna dla jego błękitnych oczu. Całą swoją siłą starałam się wyrwać z kamiennej wieży.
Nie widział mnie. Czyżby maska sprawiła, że byłam niewidzialna? Dlaczego więc czułam się winna? Każda maleńka cząstka mnie chciała biec, jak najdalej. Nie wiem gdzie. Otaczał mnie mój własny wstyd, w którym nie chciałam tonąć. Ostatnim ruchem wyrwałam ramiona, z chrzęstem uderzając o podłogę. Szary brzask zalały złote promienie słońca, które przedostały się przez okno pomieszczenia.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza