wtorek, 13 czerwca 2017

W domu




     Wilkomir i Manolin stali w procie i patrzyli w dal za odpływającym statkiem, który obrał kierunek na wschód. Czuli, że właśnie coś się kończy. Z jednej strony cały ten rejs był wspaniałą przygodą, z drugiej jednak nie wszystko zostało wyjaśnione.

- A tak właściwie, to po co wypłynąłeś z nami? - zapytał cicho Wilkomir.
-  To trochę skomplikowana historia…
-  Uwielbiam takie.
-  Kiedy Afrodyta zrozumiała, że pozwoliłem jej wygrać i tym samym straciłem cząstkę siebie, przysięgła, że mi pomoże. Udała się do wieszczki, które spojrzała w przyszłość i znalazła dla nas wskazówki. Spójrz.

     Manolin wyciągnął z sakiewki zawieszonej na szyi poskładaną kartkę. Była zniszczona i wytarta, jakby ktoś czytał ją już setki razy.

SPRAWOZDANIE Z PODRÓŻY

       10 kwietnia 2017 o godz. 7.30 wyruszyłem w podróż dookoła świata. Port w Gdańsku pożegnał nas krzykiem mew. Naszym statkiem - “Morskim Smokiem” - dowodził Kapitan Piorun. Niezastąpionym członkiem załogi i wiernym moim przyjacielem okazał się bosman Wilkomir.

     Nie będę tu opisywał naszych przygód, dość wspomnieć, że dzięki sprzyjającemu szczęściu spotkałem na swej drodze kapitana Nemo, który nas - zbłąkanych rozbitków - ocalił. U kresu mej wędrówki znalazłem mój pokonany pion szachowy - króla, którego zbiła Afrodyta. Czekał na mnie pod strugami wody, ukryty na oczach wszystkich pod mą kamienną postacią.

     Przygody te nauczyły mnie pokory. Żyłem wśród ludzi i poznałem ich z innej strony. Odnalazłem prawdziwą przyjaźń. Od teraz każdy statek będzie miał moją przychylność.

Posejdon

     Walkomi przeczytał, oddał kartkę i poczuł, że tak właśnie jest - Manolin, a właściwie Posejdon, jest jego przyjacielem.

- Czy wiesz, gdzie znajdziesz swojego króla? - zapytał.
- Myślałem, że gdzieś dopłyniemy, ja zamienię się w kamień…
- Hmm… właściwie, to gdzieś dopłynęliśmy. Tutaj, w Gdańsku, jest kres naszej podróży. Wróciliśmy do domu.
- Ale jakoś nie zamieniłem się w kamień.
- Może to wcale nie ty miałeś zamienić się w kamień. Może to ma być twoja podobizna, wyryta na przykład na kamiennej szkatułce. Albo coś podobnego.
- Albo mój pomnik! Jesteś genialny! Muszę znaleźć swój pomnik.
- W Gdańsku mamy Neptuna. Może być?
- Jasne, bez różnicy. Znasz drogę?
- Oczywiście.

     Szybkim krokiem ruszyli w prawo, w kierunku centrum miasta. Manolin nie mógł się doczekać. Niecierpliwość kazała mu biec, jednak musiał czekać na bosmana, który wskazywał drogę - najpierw przez mostek, później prosto, aż do rozdroża. Gdy wybiegli zza zakrętu, ich oczom ukazała się piękna fontanna.

     Manolin podszedł powoli. Czuł, że jest we właściwym miejscu! I wtedy zobaczył swojego króla szachowego. Neptun trzymał go w dłoni.

- I co teraz? Mam tam wejść? - zapytał z rozpaczą.
- Zwariowałeś! To zabytkowa fontanna, zaraz będziemy mieć na karku policję.

Wilkomir podniósł z ziemi patyk, który jakieś dziecko przed chwilą znalazło pod drzewami w parku. Wymierzył, wziął zamach i… już po chwili Manolin pochwycił pion w dłonie.

Z nieba uderzyła błyskawica. Ziemia zatrzęsła się i zapachniało morzem. Mewy gdzieś w porcie krzyczały bardzo głośno, jakby witały kogoś znajomego.

     Wilkomir stał w porcie sam. Patrzył gdzieś w dal, na granatowe morze. Nie był smutny. Wiedział, że od tej pory na statku będzie zawsze bezpieczny.

-         Żegnaj przyjacielu. To była piękna przygoda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz