czwartek, 11 maja 2017

wytwór wyobraźni

wytwór wyobraźni
Kosmici, piramidy,wróżki, różdżki jeszcze może żuki gnojarki w maskach, mhm ta jasne chyba nie… Nie będę już wam więcej wciskać tego kitu. Żadne z opisanych przeze mnie wydarzeń nie miało oczywiście miejsca. Tak naprawdę siedzę sobie w tej zamkniętej dziurze już całkiem długo, zdecydowanie zbyt długo. Zaczęło mi się nieco nudzić. Postanowiłem napisać bestseller, ale jak widzicie nie udało mi się to zbytnio.
 
Szkoła podstawowa nie rozwinęła zanadto moich wrodzonych zdolności literackich. Miałem nadzieję skończyć swe dzieło, ale wczoraj wieczorkiem przyszedł do mnie Jasiu, no wiecie strażnik, towarzyszył mi przez ostatnie dwa tygodnie. I powiedział:

Hej Stefan generalnie to miło było, ale jutro przyjdzie nam się pożegnać, wiesz trzymaliśmy cie tutaj jak długo tylko mogliśmy, ale no sam rozumiesz cięcia kosztów, trzeba sprzątnąć osadzonych.
W sumie, to zrobiło mi się troszkę smutno, wiecie byłem świadomy tego, że prędzej czy później wyląduje na stryczku. Kolejka była całkiem długa, sporo chętnych...znaczy skazańców. Kraj się rozpadał, trzecia wojna światowa, zimna wojna, teraz jakieś wojny o północne krańce Jugosławii, no sporo konfliktów ostatnio było, ehh to życie. W sumie to zrobił się u nas niezły sajgon, a do wojska trzeba było iść. A ja żem prosty chłopak ze wsi i tak średnio było mi na rękę siódme poty przelewać, życie ryzykować dla “dobra ojczyzny”. No i miałem plan jakby tu się wykręcić od tej służby.

Spakowałem buteleczkę, parę skarpet, przeczesałem wąsa i ruszyłem. Chciałem jakoś za granicę pojechać, ale coś nie pykło. Złapali mnie na przejściu, kazali dokumenty pokazywać no to “cup” prawy sierpowy, “bam” lewy kolanowy, sklepałem chłopaków na kwaśne jabłko i jakoś udało mi się zwiać.

Ukraina okazała się nie najlepszym wyborem jeśli chodzi o byt, za to poznałem tam kilku całkiem interesujących, lokalnych znachorów, i napędziłem sporo samogonu. Lokalni przekazali mi wszelkie tajniki, tajemnej ludowej medycyny. I tak oto zostałem profesjonalnym uzdrowicielem, z dyplomem ukończenia kursu “Medycyna naturalna dla opornych”. Wojna się skończyła, a jak to po wojnie ludzie potrzebowali pomocy medycznej. I wtedy też w pełni oddałem się nowo nabytej profesji. No bo tak na chłopski rozum. Jak statystyczny Janusz ma wydać sto rubli ( wojnę przegraliśmy) na zachodniego lekarza, to woli pójść do miejscowego, czyli do mnie.

Stanowisko znajdowało się przy studzience, sporo nawet klientów miałem, Niestety działalność nie zdążyła w pełni rozkwitnąć, bo mnie zgarnęli. Okazało się, że to co robiłem nie było chyba tak do końca legalne, w sumie to ani trochę nie było. Wsadzili mnie do aresztu, potrzymali w nim trochę, wyrok wydali. No i jesteśmy w punkcie wyjścia. O, Pan Jasiu! No to chyba przyszła moja kolej. Zakładają mi worek na głowę, śmierdzi w nim niemiłosiernie, ale w sumie i tak zaraz będzie mi to obojętne. A idźcie wszyscy w diabli, robaki, biedaki, cebulaki! 

Chyba jestem zaciągany po schodach, jeszcze raz w twarz, o tak cudownie… Juhu zdjęli mi wreszcie z głowy to okropieństwo, kat miło się uśmiecha, w końcu dla niego to codzienność. A z pracy należy czerpać przyjemność, nawet jeśli polega ona na wieszaniu ludzi. Zawiązują pętle na mojej drogiej szyi wchodzę na podest. Ksiądz bredzi coś tam o ciężkich grzechach i odkupieniu mojej duszy. Już kończy swoją wypowiedź, grunt osuwa mi się spod nóg, pętla zaciska się coraz mocniej. I koniec, umarłem… No, ale kurde coś mi tu nie pasuje. Enigma, istna enigma.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza