sobota, 17 grudnia 2016

Błędne koło





Zastanawiałem się jeszcze chwilę, co tak naprawdę mogło się stać. Rozmyślanie przerwał mi głos ze słuchawki:



-Halo? Czy zamek jest naruszony?


-Nie, to dziwne… nikogo nie ma w domu, wydaje mi się, że zginęły niektóre przedmioty i nikogo nie ma w środku. Jest za to bałagan.


-Tak, to wygląda nieciekawie, już wysyłam policję i detektywów, z bliska przyjrzą się tej sprawie… Na jaki adres?

-Ulica Henryka Sienkiewicza 14 mieszkania 8.

-Dziękuję, do widzenia - po rozmowie rozłączyłem się i czekałem.


Usiadłem na schodach, w kącie klatki schodowej. Przez głowę przechodziły mi najczarniejsze scenariusze. Czas płynął tak szybko, że nie zdążyłem zauważyć, kiedy policja była tuż obok. 


-Co się tak mianowicie stało?- zapytał funkcjonariusz.


-Nie wiem, tak mianowicie nie byłem przy tym.


-Ja… Ja wiem - powiedziała zza moich jakaś obca dziewczyna.

-Nazywasz się?- zapytał policjant.

-Karolina - w ręce trzymała książkę, była miła, biła od niej pozytywna energia, której mi brakowało.

-Dobrze, opowiedz, jak doszło do zajścia.
-W czasie całej akcji, przepraszam - zajścia, siedziałam na schodach i czytałam książkę, po chwili usłyszałam trzask w mieszkaniu wyżej, więc ze strachu ukryłam się za ścianą, aby mnie nie zauważyli. Co chwilę się wychylałam i nagle zobaczyłam jakiegoś wysokiego faceta, który wbiegł na górę i rozglądał się, obserwował schody. Zadzwonił do niego telefon, ale nie zrozumiałam, co mówił, to była bardzo krótka rozmowa. Na plecach miał czarny duży plecak, zapewne tam schował cenne rzeczy. Niestety bałam się zainterweniować, przepraszam....


-To bardzo rozsądnie, dzięki tobie wiemy chociaż, co się stało. Dziękujemy za udzielenie informacji - odpowiedział funkcjonariusz, zapisując coś w swoim notesie - A czy widziałaś, jak wyglądał ten mężczyzna?


-Nie, miał kaptur na głowie i stał tyłem, więc nie widziałam jego twarzy, ale sylwetkę miał atletyczną, był umięśniony, mogę tylko dodać, że plecak musiał być ciężki, bo podtrzymywał go ręką.

-Taak… może zabrał wszystko, co było w zasięgu ręki. - odpowiedziałem z rezygnacją.

-Dobrze… Sprawdzimy wszystko, a na razie proszę uzbroić się w cierpliwość i czekać na nasze informacje.- powiedział policjant i poprawił swoją czapkę.- A teraz dziękuję i proszę o spokój. Do widzenia.

-Do widzenia - odpowiedzieliśmy razem z Karoliną, a ona uśmiechnęła się do mnie.

-Dziękuje Ci, że pomogłaś mi w sprawie włamania, bez Ciebie nie moglibyśmy ustalić, co się stało.
-Ależ nie ma za co - powiedziała uśmiechając się.- Teraz muszę iść, życzę powodzenia w sprawie. Cześć.


Pożegnałem się z dziewczyną i usiadłem na fotelu, myśląc o tej całej sprawie. Po 10 minutach wstałem zrobić sobie herbatę. Postawiłem na Earl Grey - na uspokojenie, martwiłem się jednak o moją mamę. Nie odbierała telefonu, więc napisałem jej smsa. Po wypiciu gorącego napoju postanowiłem popytać sąsiada, czy nie widział, co się tu działo. Wyszedłem z domu, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Zapukałem do drzwi naprzeciwko. Otworzył mi siwy starszy pan, zauważyłem, że laska z rękojeścią w kształcie głowy lwa, stała oparta o ścianę. 


-Dzień dobry panu.


-Witaj młodzieńcze, jeśli dobrze kojarzę, jesteś nowym sąsiadem? Wejdź, wstawiłem wodę na herbatę.


-Eeeh… Tak, dopiero się wprowadziliśmy, jestem Igor. Nie chcę robić kłopotu, mam tylko pytanie….

-Wchodź, nie będziemy rozmawiać w progu - starszy pan zadecydował za mnie i wciągnął mnie siłą do mieszkania.

Rozejrzałem się po pomieszczeniu z ciekawością. Moją uwagę przykuły dwie rzeczy - tajemnicza tablica na ścianie, zakryta częściowo kolorową chustą oraz przedmioty leżące na stole. Pozornie zwykły starszy pan musiał mieć ciekawe hobby, gdyż stały tam między innymi mikroskop, krótkofalówki (w tym jedna rozkręcona), ogromnych rozmiarów podświetlana lupa, wiele śrubokrętów i innych narzędzi, jakieś zeszyty, odczynniki chemiczne, słoiki z kolorowymi cieczami. Tyle zauważyłem, patrząc przez chwilę w tamtą stronę. Wydało mi się to zagadkowe. Popytam o tego staruszka Adę i Patryka, może wiedzą o nim coś więcej. 



-Może Earl Grey? - głos sąsiada wyrwał mnie z zamyślenia.



-Słucham? - odpowiedziałem zaskoczony. - A, tak, może być, dziękuję.


-Zaraz będę, rozgość się.

Postanowiłem wykorzystać tę chwilę na przyjrzenie się intrygującej mnie tablicy. Podszedłem do ściany i odchyliłem nieco kolorowy materiał. Moim oczom ukazały się poprzyczepiane do korkowej powierzchni wycinki z gazet i zdjęcia. Od razu zauważyłem zakreślone czerwonym flamastrem ogłoszenie.

Używane spadochrony sprzedam hurtowo. Cena


do ustalenia. Niektóre nadpalone. Pilne. C.W.

Popatrzyłem na zdjęcia, same stare i jakby nie z Polski... Jakaś zniszczona kamienica, para turystów na tle ogromnego wieżowca, mężczyzna w okularach… Wygląda na to, że sąsiad prowadzi jakieś prywatne śledztwo. Może mam szczęście i jest tak spostrzegawczy, jak się wydaje. 

-Szukam brata - podskoczyłem, przyłapany na gorącym uczynku.


-Ja nie… przepraszam, chciałem tylko….


-Nie szkodzi, sam cię zaprosiłem. Mój brat zaginął jakiś czas temu i tak sobie czas organizuję.. No ale co cię sprowadza? Pij herbatkę.

-No właśnie! Ktoś się włamał do naszego mieszkania. Widział pan coś?

-O masz ci los, a to klops. Coś zginęło?

-Z tego co zauważyłem, może trochę rzeczy mamy, antyki i może jakieś jej nierozpakowane starocie. Zaraz powinna przyjechać, to sama oceni. Ale bardziej interesuje mnie, czy widział pan kogoś podejrzanego.. A może słyszał pan dziwne odgłosy?

-Dziwne raczej nie… Wydawało mi się, że ktoś otwiera drzwi kluczem, później , po jakimś czasie, może kwadransie drzwi trzasnęły. Myślałem, że to może ktoś z was, więc nawet się nie interesowałem.

-Dziwne, ktoś miał klucz do naszego mieszkania.

-Igor! - w progu stanęła mama. - Tak się bałam o ciebie. Nic ci nie jest, synku? Przyjechałam jak najszybciej się dało.


Sąsiad chrząknął i zrobił krok do przodu. 

-Mirosław Leszczyński, jestem państwa sąsiadem, miło mi. To znaczy przykro mi... przez to zajście. Mogę jakoś pomóc?
-Witam, Lidia Bruns. Dziękuję za zajęcie się Igorem, ale muszę porozmawiać z synem. Pójdziemy już. Do widzenia.


-Do zobaczenia - odpowiedział nieco zawiedziony pan Mirosław, wręczając mi bardzo krzykliwy zielony kubek z tęczą. - To na powitanie…No.


Ledwie weszliśmy do mieszkania, mama rozpłakała się. Musiałem ją uspokoić, więc oczywiście znowu wypiłem z nią Earl Greya i po chwili czułem się już jak fontanna, którą ktoś zatkał palcem. Pobiegłem do toalety. Próbowałem zebrać myśli. To zdecydowanie nie był dobry początek mieszkania w Łodzi. Co się jeszcze stanie?

Gdy wróciłem do mamy, zauważyłem, że przegląda pudła i coś notuje. Spytałem o straty, ale powiedziała, że ktoś tylko pootwierał pudła i powyrzucał jej rzeczy. Antyki przestawił na krzesło i zostawił. Możliwe, że nic nie skradziono.

-Ja też bym zrezygnował, gdybym zobaczył te wszystkie rzeczy, skusiłyby chyba tylko mole i handlarzy starzyzną - próbowałem rozładować napięcie żartem.


-Właściwie, całe szczęście, że ktoś nie znał ich prawdziwej wartości, bo wszystko, co cenne zostawił w spokoju.


-Zaraz… W takim razie co miał w plecaku? Karolina mówiła, że miał ciężki, wypchany plecak…

-Karolina? Jaka Karolina, jaki plecak, kto miał plecak?

-Mamo, gdzie schowałaś mój sprzęt?

-Jaki sprzęt?

-No konsolę i mikser, mikrofony, wzmacniacz… gdzie to jest?

-W schowku pod schodami…


Jak burza wpadłem do ciemnej kanciapki, szukając dużego pudła z napisem 'Igor-mix'. Nie… tylko nie moje rzeczy… tyle czasu na nie zbierałem… Pudło leżało na podłodze, otwarte, rozdarte i puste. Zostawił mi tylko jeden kabel. Pół metra przewodu zakończonego dużymi Jackami. Czy mogło być jeszcze gorzej?


I właśnie wtedy pojawiła się Ada.



***

Pamięci Karoliny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz