wtorek, 20 września 2016

Niechciane wspomnienia

powieść młodzieżowa

Kolejny parny, sierpniowy dzień. Żar leje się z nieba. Siedzę na tym cholernie niewygodnym fotelu, w tej starej, zapchlonej taksówce. Mam już dość tej roboty. Ileż można ciągle wysłuchiwać o czyiś kłopotach. “Żona mnie zdradziła”., “Szef nie dał mi podwyżki”, “Dlaczego tu jest tak gorąco?”. Jakbym miał na to jakiś wpływ.


I jeszcze te korki, jakby wszyscy ludzie w tym mieście o jednej godzinie nagle postanowili opuścić swe domy i wyruszyć do centrum. 

Nagle jakiś spocony jegomość dobija się natarczywie do okna. Jakim prawem? Uchylam lekko szybę i pytam, czego ten delikwent ode mnie chce. On wtłacza swoje gigantyczne cielskiem do samochodu i sapie jakby przebiegł właśnie maraton. Zerka na mnie swoimi małymi świdrującymi oczkami i rzednie mu mina. Zacząłem się zastanawiać dlaczego tak nagle spoważniał. Czy coś nie w porządku z moimi krótkimi, obciętymi po żołniersku włosami? Czy też na zielonej dotąd koszulce uwidoczniły się przeklęte ślady potu? W taki upał to więcej niż prawdopodobne. A może zauważył moja dość obszerna bliznę rozlewającą się po okolicach lewego łokcia?

Po chwili słyszę pytanie wydobywające się z jego nabrzmiałych i oślizgłych od potu ust.

-Co się Panu stało ? 

-Słucham? - odpowiedziałem grzecznie.

Klient powtarza wcześniejsze pytanie.

-Co się Panu stało ?

-Nic takiego – odpowiedziałem- Z resztą, to stara historia...

I nagle wszystkie moje wspomnienia z tamtego dnia powróciły jak jakiś zły sen.

Był to wyjątkowo duszny poranek. Ja oraz czterech innych chłopaków z mojego oddziału wyruszyło na misję. To miała być prosta, niemal podręcznikowa robota. Znaleźć zbiega, aresztować lub zabić. Od informatora dostaliśmy wiadomość, że poszukiwany ukrywa się w opuszczonym magazynie. Nic wielkiego: stary, kwadratowy, poszarzały budynek. Śmiało zbliżaliśmy się do celu. Byliśmy coraz bliżej. Słońce piekło nam poliki, czuliśmy się niczym mięso owinięte w folię i położone na grillu. 

Coś mi nie pasowało w tej przygnębiają ciszy. Adam, pełniący rolę zwiadowcy, zrobił kolejny krok i trafił swoim zniszczonym butem na … minę.

Wszystko wydarzyło się za szybko. Zauważyłem pocisk, właściwie to nie ja tylko moja podświadomość, ale było już za późno na cokolwiek. Coś tam w środku kazało mi skoczyć i osłonić przyjaciela. Tak też uczyniłem. Huk zagłuszył wszystko, nawet ból, który teoretycznie powinienem był odczuwać. To adrenalina. Odrzuciło mnie na kilka metrów. Straciłem świadomość. Po chwili ocknąłem się leżąc twarzą prosto w piasku, który miałem chyba wszędzie. Uniosłem, a właściwie usiłowałem unieść głowę, ale nie dałem rady. Miałem wrażenie, że jest zrobiona z ołowiu. Rozejrzałem się wokoło. Początkowo nie dotarło do mnie to, co się wydarzyło. Szybko jednak wziąłem się w garść i oceniłem sytuację. Dwóch martwych, a dwóch tylko rannych, mogło być gorzej. Poczułem nagłe ukłucie, zerknąłem na swoją rękę i ponownie zemdlałem. 

Kiedy kilka godzin później odzyskałem przytomność, dotarło do nas wsparcie, a wraz z nim opieka medyczna. Prowizorycznie nas opatrzono i zabrano czym prędzej do bazy.

Od tego dnia moja ręka niemal od nadgarstka po ramię poznaczona jest śladami poparzeń. Poza tym całkiem zwyczajny ze mnie taksówkarz. Wiecie: mam czterdzieści kilka lat, najlepszą część życia za sobą i dlatego wożę ludzi po mieście. Taki los spotyka byłych bohaterów.

Siedziałem taki zły na cały świat, przede wszystkim jednak na człowieka, przez którego wróciły niechciane wspomnienia. Myślałem, że nic już mnie nie może w życiu spotkać. Nawet nie przypuszczałem w jak wielkim błędzie się znajduję...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz