czwartek, 15 września 2016

Kolejna sprawa z dala od domu

powieść detektywistyczna

Koło trzynastej znowu zadzwonił telefon. Detektyw Patryk Gałązka z rezygnacją podniósł słuchawkę. Kto tym razem? Mimo irytacji, detektyw w skupieniu wysłuchał przekazanej informacji, a na jego znudzonej twarzy pojawił się wyraz autentycznego cierpienia. Kolejna sprawa. Z dala od domu. Ciężkie jest życie samotnego detektywa, zajmującego się sprawami paranormalnymi.

Detektyw Gałązka spakował się i wyruszył w podróż.

***

Na egipskim lotnisku na detektywa z Polski czekał miejscowy przewodnik. Uprzedzano go, że detektyw ma dziwny styl bycia, ale to, co przewodnik zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Mimo trzydziestopięciostopniowego upału wysoki postawny detektyw ubrany był w ciemny wełniany garnitur przewrócony na lewą stronę. Spod marynarki wystawała seledynowa koszula, a pod szyją detektyw zawiązaną miał różową muszkę w żółte kropki. Na nogach nosił stare białe adidasy, a obrazu konfekcyjnej katastrofy dopełniała aktówka z wizerunkiem Hello Kitty oraz ołówek z Castoramy wetknięty za lewe ucho. 

- Dzień dobry. Czy pan Ahmed? - zapytał detektyw.
- Owszem, witam pana detektywa Gałązkę. Jak minęła panu podróż? 
- Dziękuję, dobrze. Którędy do samochodu? 
- Nasz samochód stoi w sektorze "L". Proszę za mną.

***

Ahmed wraz z detektywem wsiedli do samochodu, który czasy świetności miał już za sobą. Lecz, co udowodnił Ahmed, mimo wieku samochód na drodze spisywał się całkiem nieźle. Podczas gdy przebijali się przez uliczne korki, przewodnik zaczął opowiadać. 

- Ściągnęliśmy tu pana, ponieważ słyszeliśmy, że jest pan bardzo dobry w rozwiązywaniu tajemniczych spraw. Mamy problem z jedną z naszych piramid. Ostatnio zaczęła zmieniać swoją wysokość.
- Jak to? Jakim cudem zmienia wysokość? - detektyw szczerze się zdziwił.
- Też tego nie rozumiem, ale codziennie jest sporo wyższa albo niższa. 
- Sporo to znaczy ile?
- Około 20 metrów... Musi pan rozwiązać tę zagadkę!

Gałązka wyjął ołówek zza ucha i głęboko się zamyślił. Bardzo dziwna ta sprawa. Był świadkiem wielu niecodziennych sytuacji, jednak ta przebiła je wszystkie. Piramidy same nie zmieniają swoich wysokości, ktoś musiał maczać w tym palce...

- Czy piramida była zbadana w środku? - ponownie zapytał Patryk. 
- Oczywiście, w zeszłym tygodniu archeolodzy wyjęli stamtąd jedną tajemniczą skrzynię. 
- Co w niej znaleziono?
- I tutaj sprawa się komplikuje... - westchnął Ahmed. - Skrzyni nie dało się otworzyć żadnym sposobem, a na dodatek wczoraj została ona skradziona.
- W dzisiejszych czasach jest wiele sposób na otwieranie najróżniejszych zamków, jak to nie mogliście jej otworzyć?
- Za każdym razem, kiedy próbowaliśmy wkładać klucz do zamka, był on wsysany przez samą skrzynię do środka...
- Tak... to bardzo ciekawe... - detektyw spojrzał na swojego kierowcę i zobaczył, że jest on bardzo jasny jak na Egipcjanina. Zaraz... Czy to jest albinos?!

***

Ahmed podwiózł detektywa pod hotel, który okazał się być niedużym jasnym budynkiem z niewielkimi oknami. Powiedział również, że następnego dnia po śniadaniu detektyw jest umówiony z szefem grupy archeologów badających piramidę. Gałązka podziękował mu i samotnie wszedł do budynku. W środku powitał go szeroko uśmiechnięty recepcjonista, który zaraz po zameldowaniu wydał mu klucz do pokoju. Ten również jest strasznie blady - pomyślał detektyw. Czyżby kolejny albinos?!

Detektyw wtaszczył swoją walizkę na drugie piętro hotelu i odnalazł swój pokój 204. Było to małe, ale przytulnie urządzone pomieszczenie z niebieskimi ścianami, małżeńskim łóżkiem, małym biurkiem do pracy oraz wygodnym fotelem. Patryk ściągnął marynarkę, przy okazji zauważając, że kolejny raz włożył ją na lewą stronę. Zasiadł w fotelu i swoim zwyczajem zaczął porządkować w głowie informacje, które zdobył. Czyli piramida zmienia swoją wysokość, wyciągnięto z niej skrzynię… 

***


Detektyw obudził się bladym świtem z pulsującym bólem głowy. Od razu sięgnął po tabletkę, nawet nie jedząc śniadania. 

- Jak mam myśleć, kiedy po raz kolejny budzę się z migreną?! – pomyślał zdenerwowany – będzie trzeba w końcu odwiedzić jakiegoś lekarza…

Kiedy ubierał się w swój wczorajszy strój zauważył, że materiał na łokciu marynarki przerwał się.

- Cholera – zaklął pod nosem – ten dzień nie zapowiada się dobrze.

Nie zważając więcej na małe uszkodzenie swojego ubioru, zszedł zrezygnowany na śniadanie.

Na parterze powitała detektywa młoda, atrakcyjna recepcjonistka, uśmiechając się promiennie i wskazując ręką drogę na śniadanie. Patryk pierwszy raz tego dnia pomyślał, że może nie będzie tak źle i obiecał sobie, że wróci później do tej pięknej damy i spróbuje ją zaprosić na kolację. Takich okazji się po prostu nie marnuje! Jednak na razie był zbyt głodny, aby zmienić się w flirciarza. 


Stołówka okazała się być ogromną salą przepełnioną ludźmi. Gałązka musiał przyznać, że nie jest wielkim fanem tłumów, nie lubił być w centrum wydarzeń. Musi skończyć tę sprawę jak najszybciej, zgarnąć wypłatę, wyżebrać numer od czarującej recepcjonistki (ciekawe jak ma na imię? Paulina, tak, na pewno Paulina!) i wyjechać stąd jak najszybciej. Codzienne śniadanie wśród zadufanych w sobie bogaczy nie jest ciekawą perspektywą…

Zajmując miejsce przy stoliku Patryk zarejestrował, że pani Paulina spogląda na niego nieśmiale. Teraz na sto procent zagada do niej po posiłku. Czuł, że tym razem mu się uda.

c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz