czwartek, 22 września 2016

Duszący bezmiar niepamięci



             Nie pamiętał, jak znalazł się tu, w tej ciasnej przestrzeni. Czymże była? Maszynownią, bezładnie wypełnioną rupieciami ociekającymi smarem? Czy możliwe, że było to więzienie? Spod na wpół rozwartych powiek, ciążących niemiłosiernie, próbował obserwować cuchnące metaliczną wonią miejsce pełne rdzewiejącego złomu. Jego dłoń, wciśnięta pomiędzy poskręcane nogi androidów, zdawała się być obcą materią, nienależącą do niego, pragnącą się dziko wyrwać dokądkolwiek, uciec w technologiczną dżunglę cywilizacyjnych resztek. Jak długo leżał w tym miejscu - nie wiedział.


Kim jestem? Jak tu trafiłem? Szukając odpowiedzi na te pytania, rozejrzał się dookoła, podniósł się i zaczął przekopywać sterty starych części do naprawy gwiezdnych promów. Nagle poczuł pod palcami coś gładkiego i zimnego, niczym nie przypominającego zwojów kabli i kawałków procesorów. Obrócił nieznany obiekt parę razy w palcach. Miał wrażenie, że to hologram zdjęciowy, tylko gdzie włącznik? Wziął głęboki wdech, a następnie zdmuchnął cały pył z urządzenia; na jego podeście było napisane: ,,Dla Sama, najlepszego bohatera świata’’. Czy to możliwe, że on sam był Samem? Postanowił w myślach nazywać samego siebie tak od tej chwili. 

Niespodziewanie poczuł, jakby kawałek jego świadomości wrócił, a było to wołanie. Ktoś wymawiał jego imię i chwalił go. Ostatnie zdanie, jakie usłyszał, mówiła dziewczyna, która nazwała go bohaterem. To było jak uderzenie w nerki. Zgiął się i zapadł na chwilę w rozmazane, obezwładniające przestrzenie niebytu.

***

Widział zaciśniętą dłoń. Nabrzmiałe żyły i przebijające skórę cynofioletowe wszczepy stawały się widomym symbolem napięcia. Postanowił, że musi wziąć się w garść, a przede wszystkim musi odnaleźć Lucy. Może razem połączą siły i spróbują odnaleźć drogę na planetę Ziemię? Nagle taśmociąg zatrzymał się. W oddali zauważył, że ktoś zbliża się w jego kierunku. Serce przestało mu – ze strachu – na moment bić. A zaraz potem na jego twarzy pojawił się uśmiech. To Lucy – wrzasnął w duchu! I jednocześnie podskoczył z radości! [zacięcie, obraz zamazuje się, drgawki]

- Sam, w końcu się odnaleźliśmy! – powiedziała Lucy. - Powinniśmy – kontynuowała – odszukać drogę powrotną. Podsłuchałam czyjąś rozmowę i dowiedziałam się, że mieszka tu gdzieś android o imieniu Detektyw Riddle, który potrafi rozwiązać wiele zagadek nauki i wszechświata. Nie tylko związanych z jego galaktyką. [na czoło występują powoli gęste krople potu, które niespiesznie spływają po jego skroniach, uwieszają się na czubku nosa i na rzęsach, cuchną]

- To musimy go odnaleźć, Lucy – odpowiedział właściciel zaciśniętych dłoni. Tylko w nim nadzieja, że odzyskam... [szum, mgła staje się nieprzenikniona, już tylko kilka żył, wbity paznokieć w ciało, krew...] razem do domu. 

- No to ruszajmy Sam – odparła Lucy. [jej entuzjazm był sztuczny, jak podskoki pacynki w teatrzyku kukiełkowym dla dzieci, trąciła fałszem]

Przeskok w inną przestrzeń, a za kilka chwili na zewnątrz ujrzeli przedziwny świat pozbawiony kolorów. Wszystko było metalowe, szare i bardzo smutne. Gałęzie drzew zgrzytały metalicznie, ocierając się o siebie. Kwiaty, przypominające wycinanki z dykty, szeleściły pod stopami, gdy ktoś nieopatrznie nadepnął na tę prowizoryczną dekorację świata. Nad nimi poruszały się dziwne maszyny. A może stworzenia? Trudno powiedzieć. Czyżby byli przerażeni? Jedna część dziwnych maszyn podeszła do nich i przywitała się. Okazało się, że to jest maluteńki androidek. Jedno z oczu dyndało mu bezwładnie, uwieszone desperacko postrzępionych kabli, obijając się o policzek. [szarość, oko, wahadłowy ruch...]



***

Aaaaa! Nie zniosę tego, krzyczało jego wnętrze. Powrót do - czy tej prawdziwej? - rzeczywistości metalicznego smrodu był nie do zniesienia. Ostatkami sił otworzył oczy szerzej i spostrzegł niewielki guziczek w kształcie złotej błyskawicy. Uniósł poranione kawałkami żelaza dłonie i wcisnął przycisk. Jego oczy znów zamknęły się pod wpływem oślepiającego blasku, płynącego z małego otworu. Drżącą z bólu i osłabienia ręką zasłonił twarz. Po chwili świetlisty snop zniknął, a zamiast niego pod sufit wystrzeliła delikatna mgiełka o barwie błękitu. Słyszane wcześniej głosy zaczęły powracać, w uszach chłopca zadrżały gromkie okrzyki pochodzące z ust nastolatki. Nagle Sam stracił kontrolę nad ciałem; palce puściły maszynę, a powieki podniosły się nienaturalnie wysoko, pozwalając oczom otworzyć się szerzej. Ujrzał czternastoletnią Lucy, która obserwowała bacznie każdy jego ruch. Jej kąciki ust podniosły się lekko. Leżący chłopak powoli odzyskiwał pamięć, a myśli układały się w całość niczym puzzle. 



- Twój referat o procesorach zyskał najwięcej głosów. Robisz postępy, stary! - rzekła postać z hologramu. 

Nie minęło kilka sekund, a dziewczyna gdzieś zniknęła. Sam dojrzał tylko dwie nogi założone na siebie i kawałek toalety na kółkach. W tym momencie obraz zniknął, przerwany najprawdopodobniej przez spadającą rzecz, która uszkodziła maszynę. Chłopak zobaczył sam siebie w nieistniejącym lustrze. Patykowate ręce, zbyt długie, zawadzające o ciało przy każdym kroku. Koścista szczęka, zaciśnięta zawsze zbyt mocno, jakby przezywała wieczną pogardę. Głęboko osadzone oczy, które nigdy nie świdrowały, nie taksowały, co najwyżej przemykały płochliwie po elementach świata. 

Tak, przypomniał sobie wszystko. Szkoła, znienawidzony informatyk, wypełniona dzieciakami sala. Ostatnimi czasy Lucy przynosiła do szkoły coś, co we wszystkich lorggimnazjalistach wzbudzało zainteresowanie. Czasem nastolatka znikała na dość długo, spędzając samotnie mijające chwile w toalecie dla dziewcząt. To, co wydarzyło się przed trafieniem Sama do maszynowni (a może było to jednak więzienie?), było nietypową i niecodzienną sytuacją. Jego nieskładne myśli wirowały pomiędzy szafkami na korytarzu, emblematami wszytymi podskórnie w lewe przedramiona uczniów, lorgi sterylizowane pieczołowicie przez woźnego. Obok sali komputerowej była damska łazienka, z której od pięciu minut dobiegały odgłosy wciskanych guzików. Wszyscy obecni czekali na wyniki z wypracowania. Czyżby nikt nie słyszał tego klikania? Naprawdę nikt? 

Nagle podejrzane brzmienia zwiększyły swą intensywność i zagrzmiały, a na kafelki ubikacji spadło coś metalowego. Wtedy wszyscy wpadli w panikę. Wszyscy oprócz Sama, który nie wiedział, co się dzieje. Przepychające się osoby zaczęły potrącać innych. Jakiś łokieć szarpnął chłopca tak mocno, że wszystkie książki i podręczniki załadowane do virbena pospadały z biurka, a on przechylił się w stronę monitora włączonego komputera. Jego wszczep krwawił, lorg bujał się na silikonowej linie oplatającej światłowód, dumnie prezentując kawał wyrwanego mięsa z bezwładnego nagle ramienia Sama. To wszystko, co zapamiętał. 



Zaczął nerwowo przechadzać się po pomieszczeniu, patrząc na dziwne szczątki urządzeń. Ramię ciążyło mu, choć nie bolało. Obudowane skorupą zaschniętej krwi, przypominało obcą narośl. Próbował nie czuć smrodu wypełniającego maszynownię. Zdrową ręką bawił się kosmykami swej przydługiej, płowej czupryny. Czy powinien się schować? Upadł na podłogę i zupełnie bez udziału świadomości wtoczył się do metalowej rury leżącej obok. Turlając się w jej wnętrzu, zastanawiał się, czy wreszcie skończy zjeżdżać w dół.

Wtedy poczuł, że jest lżejszy od pierza. Ujrzał dokoła siebie wielki portal niosący go w odległą przyszłość (czy aby na pewno?). Nie wiedział, co się z nim stanie. Czy dożyje końca tego wszystkiego? I na co mu te wszystkie ,,przygody”? Mógł teraz pchać się wśród tłumu rozkrzyczanych rówieśników, lecz jak zwykle musiał wpakować się w jakieś kłopoty. Zmęczony tym wszystkim, dał się ponieść sile, jaka go ciągnęła w stronę nieznanego. W jego umyśle znalazła swe miejsce jeszcze cichutka myśl, czy może jest to jakaś tajemnicza misja, która dopiero ma swój początek. Ale czemu ja? To zdanie nie dawało mu spokoju. Inna część jego nastoletniego ciała buntowała się przeciwko nieznanemu. Przecież byłem zwykłym chłopcem. Miałem dom, szkołę, rodzinę. 

Nagle Sam otworzył szerzej oczy. Moja rodzina! W ogóle jej nie pamiętał, wiedział jedynie, że mieszkał przy Kraterze nr 56. Zastygł, otaczany przez nieznane pole. Bezsilność była poza nim i w jego wnętrzu. Zaczął płakać, a łzy kapały mu tym gęściej, im bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że nie wie, co robić. W jednej chwili cały świat zawalił mu się i skompresował do wielkości nanocząsteczki. 



- Nie poddam się z powodu braku pamięci - szepnął. - Skoro hologram przywrócił mi kawałek mej przeszłości, to gdzieś w galaktyce muszą być przecież porozrzucane przedmioty z moimi wspomnieniami! 


Sam wstał, wypełzł z rury i korzystając ze słabszej grawitacji odbił się od ścian maszynowni. Wylądował kilka pięter wyżej, ponieważ w suficie była wypalona kwasem dziura. Zobaczył tam jakby taśmociąg, po którym sunęły błyszczące, nowe części droidów i androidów. Na kolejnym taśmociągu przemieszczano ludzkie organy wykorzystywane do produkcji maszyn. 

- To chyba pozostałości uczniów mojej szkoły... - westchnął zapłakany Sam. Wiedział, że poza nim i Lucy nikt się nie uratował. Nie było choćby najmniejszej szansy. Nie wiadomo, czemu winił siebie samego za tę przykrą, wręcz masakryczną sytuację. Bohater świata nie rozumiał tego, ale w głębi serca czuł, że był w ten atak mocno zamieszany. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz