czwartek, 15 czerwca 2017

Zaginiona córka


Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą Edwarda. Trzymał mnie za ramiona i krzyczał, bym się obudziła.

- Wstawaj! Ocknij się! - krzyczał Edward.

- Gdzie ja jestem? - zapytałam.

- Uff! Myślałem, że cię zabiłem. Jak dobrze, że żyjesz. Co tam się działo? - spytał Edward.

Wtedy postanowiłam mu powiedzieć, co o tym wszystkim myślę.

- Powiesz mi wreszcie, o co w tym wszystkim chodzi?! Chciałam cię tylko poznać, a ty bierzesz mnie za dziewczynę z ogłoszenia i podajesz mi jakieś świństwo! Po nim mam wizje i widzę wiedźmę, która chce zawładnąć światem. Spotykam krasnala, z którym gram w kości. Ty, owładnięty obsesją, podajesz mi kolejną dawkę mikstury! Wtedy cofam się w czasie, widzę zastrzelonego mężczyznę, staruszkę, która zamieniła się w młodą dziewczynę i gremlina, który mnie ugryzł. Znajduję list od Elizabeth, w którym pisze o konieczności odnalezienia jakiegoś Blaise'a. Jakby tego było mało, w moje ręce trafia dziwna listomapa, która reaguje na łzy. Dowiaduję się, że zapobiegnę katastrofie, kiedy znajdę dom na skale i kruka. Jeśli nie, to moja rodzina zginie. Co to wszystko znaczy? Nie miałam czasu, aby się nad tym zastanowić, bo znów przeniosłam się w czasie. O mało nie zginęłam spadając z balustrady, na szczęście uratował mnie jakiś nieznajomy. Potem widzę Ciebie i Elżbietę na polu słoneczników. A ta twoja Elizabeth ma na ramieniu znak w kształcie litery L. Znalazłam też kartkę z pamiętnika, przepis na tajemniczą miksturę i kartkę z napisem:"Potrzebuję Twojej pomocy!". Tyle się wydarzyło, a ja jestem przerażona i zdezorientowana.Wytłumacz mi, o co może chodzić! Kim jest ten Blaise?

Edward zamyślił się. Zastanawiał się pewnie, czy może mi zaufać.

- Dobrze, powiem ci. Narażałaś się dla mnie. Wiele lat temu Elizabeth związana była z chłopakiem o imieniu Blaise. Mieli nawet dziecko. Pewnego dnia Elizabeth uciekła od niego. Schroniła się u mnie i od tej pory staliśmy się nierozłączni, aż do momentu tej przeklętej katastrofy lotniczej, w której zginęła. W dniu, w którym u mnie zamieszkała, pokazała mi też znak "L" na swoim ramieniu. Tak w jej wiosce oznaczano ludzi podejrzanych o kradzież. Elizabeth podejrzewali o to, że ukradła ogromny amulet - najcenniejszy skarb w wiosce, ukryty w wielkiej skrzyni. Ona jako jedyna miała uprawnienia do pilnowania skarbu. Była jego strażniczką. Pewnego dnia, zobaczono dziewczynę, która ucieka z sakiewką w ręce w stronę lasu. Elizabeth oskarżono, że ukryła skarb. Kiedy została oskarżona o kradzież, postanowiła zostawić Blaise'a i uciec z wioski. Już wtedy wiedziała, że on też nie wierzy w jej niewinność. Ze strachu przed tym, że wyląduje w więzieniu lub co gorsza poniesie śmierć, postanowiła oddać swoje dziecko na wychowanie obcym ludziom. Tak podpowiedziała jej Caroline, jej przyjaciółka. Nie wiadomo, co stało się z dzieckiem mojej żony.

Kiedy usłyszałam tę historię od Edwarda, zaczęłam rozumieć pewne rzeczy.

Poczułam się nagle bardzo zmęczona. Edward zaniósł mnie do wielkiej komnaty, położył na ogromnym łóżku, a ja natychmiast zasnęłam. Śnił mi się kruk, który latał nad zamkiem i przeraźliwie skrzeczał.

Rano Edward przygotował na śniadanie ogromną porcję ryżu z pysznym, słodkim sosem. Kiedy zjadłam, poszłam do ogromnej komnaty pełnej różnych urządzeń, maszyn i innych dziwnych przyrządów. Stał tam także kociołek i dwa krzesła.

- A więc od czego zaczynamy? - zapytał Edward.

- Ciekawi mnie, czym jest ten Zapar Piękności - odpowiedziałam. Przypomniałam sobie o przepisie na tajemniczą miksturę.

Edward przygotował kociołek. Według przepisu dodałam do niego 2 głowy nietoperza, 19 nóżek pająka i 6 skrzydełek pszczół. O dziwo, Edward wszystko miał pod ręką. Mnóstwo innych równie dziwnych składników trzymał na półkach w wielkich słojach. Nagle mikstura wybuchła, a po chwili w kociołku pojawił się różowy płyn. Edward przyniósł starego, ledwo żywego szczura. Szczur prawie się nie ruszał. Edward zapewnił mnie, że nie stanie mu się krzywda. Daliśmy zwierzątku do wypicia miseczkę wywaru. Nagle, szczur zaczął się zmieniać, odzyskał energię i zaczął skakać. Szalał dosłownie jak małpka w klatce.

- A więc Zapar Piękności już sprawdzony. Teraz nam się nie przyda, ale to bardzo ciekawy eliksir odmładzający. Teraz pomyślimy, o co chodzi z tym krukiem.

Edward powiedział mi, że słyszał kiedyś o pewnej brzydkiej, strasznej wiedźmie, która przepowiadała przyszłość. Miała ona kruka, z którym rozmawiała czasem w dziwnym języku. Wiedźma ta używała do swoich czarów amuletu. Zastanawiałam się, czy to nie ten amulet, który zginął w wiosce.

Był na to sposób. Trzeba było ponownie przenieść się do domu wiedźmy i odkryć tajemnicę kradzieży. Tym razem postanowiliśmy, że Edward również wstrzyknie sobie miksturę. Bałam się, czy na pewno oboje znajdziemy się w tym samym miejscu - w domu wiedźmy, ale po chwili byliśmy tam razem.

Zobaczyłam Edwarda, który przyglądał się wiedźmie. Na jej ramieniu siedział kruk. Nigdzie nie widzieliśmy amuletu.

Zjawił się za to krasnal z kośćmi do gry. Poprosiliśmy go, aby cofnął nas w czasie do wioski, do dnia, kiedy nastąpiła kradzież amuletu.

- Kostki są zbyt ryzykowne do tej operacji - wyjaśnił krasnal. - Są marne szanse, że cofniecie się w czasie, w to samo miejsce i ten sam rok. Lepsze do tego będą moje magiczne figury.

Podał nam skrzyneczkę, na której namalowany był Minotaur. Na pierwszy rzut oka figury przypominały skomplikowane puzzle. Według porad krasnala ułożyliśmy z nich odpowiednią cyfrę i złapaliśmy się za ręce. Wtedy cofnęliśmy się w czasie...

Obudziliśmy się w wiosce. Nagle zauważyłam, ktoś ucieka z sakiewką w stronę lasu. Za nim biegła Elizabeth. Ale postać w kapturze była szybsza. Elizabeth poddała się i wróciła do domu. Słyszeliśmy jak krzyczy, że może zostać oskarżona o kradzież tego, co miała chronić. Postanowiliśmy dalej słuchać rozmowy. W pewnym momencie Elizabeth zapytała Blaise'a, co będzie z Iris. Zobaczyłam Blaise'a w oknie i zrozumiałam, że to ja jestem córką Elizabeth i Blaise'a. 

Obudziłam się pod drzewem, Edward mnie cucił. Nie wytrzymałam napięcia nerwowego i zasłabłam. Dowiedziałam się prawdy o sobie, o tym, kim jestem. A to wszystko przez jakiś amulet! Nie wiedziałam, jak zachowa się teraz Edward. On też nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. Postanowiliśmy znaleźć prawdziwą złodziejkę klejnotu. Weszliśmy w głąb lasu. Było ciemno i mokro. Mało widziałam i bardzo się bałam. Miałam wrażenie, jakby ktoś za nami się skradał. Niespodziewanie dostrzegliśmy światło. Dotarliśmy do starej chatki w środku lasu. Zajrzeliśmy potajemnie do środka i zauważyliśmy Caroline, która chowa sakiewkę do pudełka ukrytego pod łóżkiem. Obok łóżka stała szafka nocna. Na niej stała lampka i klatka z... wielkim, czarnym krukiem! Nagle ptak zaczął głośno krakać.

Gdy Caroline wyszła z chaty po wodę do studni, weszłam do domu i wyjęłam skrzynkę spod łóżka. Wróciłam do Edwarda i czym prędzej oddaliliśmy się od chaty. Dobiegał nas skrzek kruka. Gdy byliśmy blisko wioski, otworzyliśmy skrzynkę. Oprócz kryształu było w niej dużo kartek. Na niektórych były przepisy na mikstury. Na innych były teksty, które znalazłam w zamku. "Czyżby ona podrzucała wszystkie te wiadomości?" - pomyślałam. Znalazłam jeszcze jedną kartkę. Były na niej tylko bazgroły. Były straszne. Wyglądały jak komiksy o wiedźmie, która miała kruka. Wiedźma ta, tak jak w mojej wizji, władała pszczołami i była w stanie zaklęciem spalić drzewo. Na mniejszej kartce narysowana była litera "L". Na kolejnej było napisane: "grobowiec w tajnym tunelu". Zastanawialiśmy się, co to znaczy. Caroline miała mnóstwo tajemnic. Postanowiliśmy wrócić do wiedźmy.

Udało nam się dojść do komnaty czarownicy. Bałam się, że kruk albo wiedźma nas dostrzegą. Wyglądało jednak na to, że jesteśmy sami. Edward zauważył drewniany właz w podłodze. Otworzyliśmy go i zeszliśmy na dół. Stanęliśmy przed drzwiami pełnymi wielu dziwnych, ruchomych znaków. "Chyba trzeba ułożyć odpowiedni wzór" - powiedział Edward. Od razu pomyślałam o literze "L". Kiedy ją ułożyłam, drzwi same się otworzyły. Naszym oczom ukazało się maleńkie pomieszczenie ze stolikiem, na którym leżała ... KOLEJNA KARTKA! "Żarty jakieś" - zdenerwowałam się. To już chyba setna kartka, jaką znalazłam. Było na niej napisane:

"Drogi Edwardzie! Ostatnio wróżka przepowiedziała mi śmierć w najbliższym czasie. Powiedziała też, że Ty w przeciwieństwie do mnie przeżyjesz. Tajemnica, którą zabrałam do grobu, dotyczy mojej córeczki - Iris. To także córka Blaise'a. Po tym, jak oskarżono mnie o kradzież amuletu, postanowiłam oddać Iris do rodziny zastępczej. To wszystko dla jej dobra. I dla Twojego. Wiem, że byś ją pokochał, tak jak mnie. Ale bałam się Blaise'a i jego zemsty. Teraz Iris jest bezpieczna. Wiem, że nie uda mi się uniknąć przeznaczenia. Widzę już znaki.
-Twoja Elizabeth"

- A więc to jest ta tajemnica - powiedział Edward...

Nagle dziwnie się poczułam. Mikstura chyba przestawała działać. Ocknęłam się w zamku Edwarda. Siedział obok bardzo zamyślony. Do końca dnia nie rozmawialiśmy. Nazajutrz wróciłam do babci, która przyznała się do tego, że zostałam przygarnięta. Ulżyło jej, że już wiem. Powiedziała mi też, że moi przybrani rodzice zginęli z ręki Blaise'a, który ciągle mnie szuka. Tajemniczo wspomniała, że jestem dobrze chroniona. Nie wiem, co miała na myśli. Pokazałam jej amulet, którego chroniła moja matka. Babcia długo mu się przyglądała, ale nie chciała wziąć go do rąk. Powiedziała, żebym go dobrze strzegła, że teraz ja jestem jego strażniczką. Jej oczy mówiły, że wie znacznie więcej na temat amuletu, niż chce powiedzieć.

Odwiedzałam często Edwarda, który zaczął traktować mnie jak własną córkę. Powtarzał, że czuje, jakby jakaś cząstka Elizabeth była przy nim. Znalazł ukojenie, bo odkrył tajemnicę. Rozmawialiśmy, testowaliśmy eliksiry, chodziliśmy na spacery. Przygarnęliśmy Kudłacza, tego samego psa, którego spotkałam, gdy po raz pierwszy szłam do zamku. Ciągle nie mogę zapomnieć o moich korzeniach. Żałuję, że nie poznałam swojej matki Elizabeth...

Czasem tylko mam wrażenie, że słyszę wrzaski kruka gdzieś niedaleko.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz