sobota, 17 czerwca 2017

NA ZDROWE SERCE



 
– No. Tak wygląda nasza powieść młodzieżowa, do której mamy dopisać swój fragment – powiedziała Wiktoria, odkładając na bok dość pokaźny plik zapisanych kartek. Grupka dziewczyn przez chwilę siedziała w milczeniu.
– To ile mamy czasu? – zapytała Natalia.
– Niewiele - odpowiedziała Wiktoria
– Dobra, bierzmy się za to. Przecież mamy już wprawę. Jutro na szczęście wolny dzień, to odeśpimy.
Dziewczyny postanowiły nocować u Wiktorii, bo kontakt w realu mimo wszystko jest efektywniejszy niż na fejsbukowej grupie. Planowały zająć się pracą zaraz po obiedzie, ale po obiedzie mama Wiktorii przyniosła pyszne ciasto z truskawkami, potem trzeba było odsapnąć z pełnym brzuchem, więc wyszły na spacer, próbując po drodze czytać powieść z komórki, tam jednak były problemy z ładowaniem strony, więc postanowiły po powrocie ze spaceru wydrukować całość, ale trzeba było iść do sąsiada, bo się akurat skończył toner, no i jeszcze kolacja… Koniec końców - około ósmej zasiadły do pracy, obłożone chipsami, rodzynkami, migdałami w czekoladzie, czyli tym wszystkim, bez czego praca jest właściwie nie do przeżycia.
– Zaczynamy, jak zwykle, od rzutu kostkami, nie? Kto rzuca? Mogę ja? – zapytała Julka i nie czekając na odpowiedź rzuciła na stół dziewięć kostek pokrytych rysunkami.
– No i co tam mamy? – zapytała Natalia?
– Ślad stopy, zegar, kostka, jabłko, smutna buźka, most, drzewo, strzałka i – uwaga, uwaga! Prehistoryczna – mamut! – niemal wyśpiewała Wiktoria. – Całkiem do rzeczy. To od czego zaczynamy?
Po raz drugi zapadła cisza.
Dziewczyny długo zastanawiały się nad tym, od czego rozpocząć ostatnią już część…
– Dobra, dziewczyny, bez paniki. Mam dla was niespodziankę. Aby oszczędzić na czasie, poprosiłam mamę, żeby nam pomogła. Czasem dobrze jest mieć matkę polonistkę. Kurczę, wiecie ile jej to zajęło? Dwadzieścia minut! To ja wam to teraz może przeczytam, a potem zaplanujemy ten ciąg dalszy, co?
Słowa Wiktorii wzbudziły gorący aplauz przypieczętowany toastem wzniesionym colą light (ograniczanie kalorii). Autorka zbawiennego pomysłu, choć – niestety – nie streszczenia, usiadła wygodniej i przeczytała:
Igor wraz z matką przeprowadził się z małej wioski do Łodzi. Jego rodzice są od kilku lat rozwiedzeni, a relacje chłopaka z matką nie są zbyt bliskie. Rodzicielka jest nerwowa, wybuchowa i zdaje się poświęcać więcej czasu pracy niż synowi.
Pierwszy dzień w szkole nie należał do przyjemnych. Nowi koledzy raczej nie przejawiali życzliwości, nauczyciele podobnie. Jedynie dwie osoby zdają się rokować bliższą znajomość – Ada, na którą Igor wpadł w szatni, i jej serdeczny przyjaciel – Patryk. Ada jednak ma chwile, w których zachowuje się w sposób dość zagadkowy.


Już pierwszego dnia z nową szkołą, po powrocie z niej, Igor zastaje okradzione mieszkanie. Zginął tylko jego ukochany sprzęt muzyczny. Policja zyskała dokładny opis włamywacza od przypadkowego świadka – tajemniczej Karoliny. Czekając na powrót mamy w dniu włamania, Igor poznaje sympatycznego sąsiada, pana Leszczyńskiego, który, jak się okazuje, szuka zaginionego brata i chce hurtowo sprzedać używane spadochrony, niektóre nadpalone (!). Niedługo po włamaniu w mieszkaniu Igora pojawia się Ada i oferuje pomoc, ale chłopak wyprasza ją dość obcesowo, nie bardzo wiadomo dlaczego. W nocy Igor znajduje w mieszkaniu kartkę – złodziej sprzętu przestrzega go w niej przed flirtowaniem z jego dziewczyną.
Następnego dnia Ady nie było w szkole, a Patryk skwitował pytanie o nią słowem „most” i bardzo niepokojącym zachowaniem. Po powrocie do domu, kolejnej kłótni z mamą i przeczytaniu zupełnie niezrozumiałej instrukcji, która nie wiadomo skąd wzięła się na biurku, Igor w raperskim stroju idzie do „lasu przed mostem”, spotykając po drodze fanów rapu, zachowujących się w sposób niewiele mający wspólnego z toczącej się akcją. W lesie Igor znajduje list gończy, którym poszukuje się niejakiego Roberta Wągra. List jest przybity do drzewa strzałą, spod której cieknie krew (!). Wkrótce pojawia się tam też Ada w przebraniu utrudniającym rozpoznanie jej. Wygląda na to, że działa ona w porozumieniu z poszukiwanym złoczyńcą, choć ten grozi jej śmiercią w męczarniach. Uwięziony w bunkrze Igor słyszy głos kogoś, kto obiecuje mu pomoc. Jednak warunek, jaki stawia, „zwala chłopaka z nóg”. Niestety, nie dowiadujemy się, co było tak powalającego w tym żądaniu, gdyż po jakimś czasie Igor budzi się w szpitalu, a od Patryka, siedzącego obok łóżka, słyszy, że trafił tu w ciężkim upojeniu alkoholowym, prosto z nocnego lokalu (bohater ma 14 lat, sic!).
W szpitalu dochodzi do pojednania Igora z matką, która wreszcie zrozumiała, jak źle odnosi się do syna i postanowiła się zmienić. Jako dowód dobrej woli pokazała Igorowi karki z pamiętnika jego ojca. Wynika z nich, że bardzo kocha on syna, tęskni za nim i cierpi z powodu rozstania, choć obecnie ma nową rodzinę w Australii, a rozwód był dla niego koniecznością z powodu paskudnego charakteru pierwszej żony (matki Igora właśnie).
Po rekonwalescencji nad morzem i powrocie do miasta Igor spotyka przypadkiem Adę. Ta wyznaje, że to ona do spółki z bratem ukradła sprzęt, bo mają na utrzymaniu dwójkę rodzeństwa (matka nie żyje, ojciec jest alkoholikiem). Chłopak przeżywa rozterkę – sympatia do dziewczyny walczy w nim z rozczarowaniem i złością. Ada okazała się kimś zupełnie innym i o wiele bardziej skomplikowanym, niż mu się wydawało. Postanawia szukać jakiejś wskazówki u Patryka.
– Wow! W życiu bym tego tak nie napisała! – Julia nie kryła podziwu.
– E, ja może i tak, w końcu niedaleko powinno padać jabłko od jabłoni, nie? Ale od czego w końcu są rodzice, jeśli nie od wsparcia i pomocy? – Wiktoria mogła trochę poszpanować, bo wiedziała, że rodzice są w salonie i oglądają film, a więc na pewno tego nie usłyszą. – Skoro już mamy jasność w temacie, to lećmy z ciągiem dalszym. Jakieś wskazania?
– Czekajcie, łapię trop! Mam, słuchajcie! – Zawołała Julia. – Więc tak: Ada naprawia swój błąd i zwracają z bratem pieniądze za sprzęt, ale serdeczna więź z Igorem już się nie odradza, pozostali tylko znajomymi, i to dość oficjalnymi. Co więcej, Patryk na tyle zaprzyjaźnia się z Igorem, że jego przyjaźń z Adą też tej próby nie wytrzymuje… – Dziewczyna spojrzała na koleżanki. – Tak? Czy się litujemy?
– Nie, nie! Dobrze mówisz, niech ma za swoje! – rzuciła zdecydowanym głosem Natalia
– Przynajmniej na razie, potem się ewentualnie zobaczy – Wiktoria była skłonna dać powieściowej Adzie drugą szansę. – Ale dobrze ci idzie, zasuwaj dalej! – zwróciła się do Julii.
– Dobra, póki mam wenę! Julia podjęła wątek: Igor i Patryk nawiązują ściślejszy kontakt z panem Leszczyńskim i przy pomocy internetowych społeczności oraz znajomości ojca Patryka (służby specjalne) udaje się nawiązać kontakt z bratem Leszczyńskiego, który został uprowadzony przez bojówkę terrorystyczną z misji katolickiej w… no, gdzie? Gdzieś daleko…
– Nowa Gwinea?
– Może być! Na Nowej Gwinei. Był tam tym… no… misjonarzem! I dzięki pomocy rządu brat wraca do kraju. Igor i Patryk wraz z panem Leszczyńskim czekają na niego na lotnisku.
Julia przerwała, by wziąć głębszy oddech. Wykorzystała to Natalia:
– Okazuje się, że tym samym samolotem przylatuje do Warszawy ojciec Igora!
– O, dobre! Przybył, aby zabrać go do Australii na całe wakacje – dorzuciła Wiktoria.
Julia poczuła się zagrożona w swojej narratorskiej pasji i szybko podjęła:
– Tak jest! Obaj mają nadzieję, że naprawią swoje wzajemne relacje. Ada, od dawna coraz bardziej zakochana w Igorze i pogrążona w rozpaczy po utraconej szansie zdobycia jego serca, próbuje popełnić samobójstwo, skacząc ze znanego nam już mostu.
– Patryk nie zawiadamia o tym przyjaciela, nie chcąc mu psuć australijskich wakacji – teraz dziewczyny mówiły już jedna przez drugą.
– Ada w szpitalu poznaje tego brata pana Leszczyńskiego jako ksiądz odwiedza tam chorych z sakramentami. Otwiera przed nim serce, a ten postanawia…
– Postanawia, że spróbuje powalczyć dla niej o zniszczoną przyjaźń Igora.
– Albo nawet miłość, co nie? – Wiktorii wciąż było Ady trochę żal.
– Dobra. – Julia też nie była pozbawiona uczuć. – Może być. Obmyśla pewien plan…
– OK. Jaki to plan?
– Wiecie co? Mam genialny pomysł! – powiedziała Julia. – Dzisiaj wszystkie powieści pisze się seriami, nie? Zapowiemy, że wprowadzanie tego planu w życie będzie treścią drugiej części książki.
Dziewczyny spojrzały z podziwem na koleżankę.
– No, genialne! – powiedziała Wiktoria.
– Mega pomysł, rozmiar mamuci, naprawdę! – dodała Natalia.
Trzeba jakoś uczcić tak piękny finisz! – ogłosiła Julia.
– Święte słowa! Mamy jeszcze trzy paczki chipsów i dwie czekolady! Karmel i oreo, szkoda, żeby zostały! – Wiki wyciągała z reklamówki anonsowane wiktuały.
Dziewczyny były dumne z tego, że udało im się zakończyć powieść.
- Cośmy się natworzyły, to nasze! – krzyknęły optymistycznie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz