sobota, 26 stycznia 2019


… a raczej BYŁ wymalowany na czerwono znak labiryntu. Wiktor przyjrzał się mu, początkowo nie zauważył niczego nadzwyczajnego, na szczęście po czasie dostrzegł, że plątanina korytarzy jest złożona z różnych mitycznych potworów, takich jak: smok, gryf czy wilkołak. Istot była cała masa, były bardzo drobne i tak ułożone, że z odległości tworzyły linie. Bohater intuicyjnie przyłożył do labiryntu na środku ściany rękę i nagle stracił wzrok. Jego ciało przeszywały wibracje, nigdy
wcześniej nie miał do czynienia z czymś takim. Nie zdążył zastanowić się nad tym, co się z nim właściwie dzieje, bo poczuł, jak upada na ziemię. Wydawało mu się, że mija cała wieczność, ale w końcu zwrócił uwagę, iż o jego skórę otarł się podmuch zimnego wiatru oraz lodowate krople wody. Wtedy w jednej chwili zauważył, że łódka, na której się znajduje, kołysze się i to wymusiło na nim bycie czujnym. Z wielką ulgą zauważył, że wzrok ma sprawny, czyli to był jednak tylko sen. W jakimże był błędzie. Z całą pewnością widział, to nie podlegało dyskusji, ale gdzie się znajdował, to już nie było takie pewne. Zorientował się, że wspomniane już wcześniej krople, to nie lodowata woda tylko gęsta i zimna ropa. Zerwał się z pokładu i ujrzał czarną postać w kapturze, która przemówiła:
– Ej ty! Nareszcie! Dość już tego twojego spania! Z której wiochy cię przywiało? – zapytał tajemniczy osobnik.
– Co się tu dzieje??? – Wiktor pytał z przerażeniem, wyraźnie rozedrganym głosem.
– Gdzie ja jestem? – chłopak dopytywał nerwowo.
Postać w kapturze nie była skora do prowadzenia pogawędki i odpowiadania na pytania Wiktora.
– Nie udało ci się przekroczyć granicy teleportu, prawda? – odrzekł z dziwnym akcentem – może cię pocieszy, że nie tobie pierwszemu i z pewnością nie ostatniemu.
Wiktor jeszcze parokrotnie usiłował wypytać nieznajomego na temat wszystkiego, co go aktualnie dotyczy, lecz postać wyraźnie ignorowała go. Po chwili obustronnego milczenia nagle z morza wyłoniła się wielka ryba, a przynajmniej tak się początkowo Wiktorowi wydawało, że to była właśnie ryba. Z brei przypominającej morze uwidoczniły się także skrzydła tej ryby. Wtedy stwór zaczął unosić się nad cuchnącą ropą. Chłopak został obficie ochlapany kroplami ropy, którą wznieciła w powietrzu ryba. Wtedy dotarło do Wiktora, że łódź płynie nie po wodzie, płynną konsystencją była ropa, dlatego czuje ją od dawna na policzku. Z zamyślenia wyrwał go ogromny hałas. Wiktor oniemiał z wrażenia, po tym jak stwór zatoczył koło na niebie nad nim i zaczął sunąć do przodu. Chłopak nie wiedział, co ma zrobić, a zakapturzona postać nie reagowała, zachowywała się tak, jakby nie było żadnego zagrożenia. Potwór przeciął powietrze i ruszył wprost na Wiktora.
– Co teraz??? – wrzeszczał chłopak – zrób coś, bo nas zabije!!!
– Taaaa, chyba ciebie, jestem czarodziejem, więc chyba nie myślisz, że mnie coś się stanie, ale tak na wszelki wypadek znikam stąd. Jedyne co mogę ci poradzić w sprawie tego potwora, to tyle że on na pewno jest głodny, wyczarowałbym ci sklepik z jedzeniem, ale mi się nie chce, więc radź sobie sam, powodzenia.
Po tych słowach zawirował lekko nad pokładem łodzi i zniknął. Wiktor spojrzał do góry, aby zlokalizować stwora i wtedy oniemiał….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz