czwartek, 25 października 2018

Po co ta podróż?


- Ujrzałam przerażające oczy niczym wilka.
Rozmowę usłyszał Hedrikson i uspokoił siostry:
- Proszę się nie martwić panienko, jesteście ze mną całkowicie bezpieczne.
Woźnica powiedział, że już niedaleko do posiadłości Flowerson, na co Margaret parsknęła pod nosem:
- Nienawidzę tego miejsca ! ! ! – mówiła niby do siebie, ale i tak wszyscy ją usłyszeli, z czego była niebywale dumna.
            Po pewnej chwili dorożka z podróżującymi wjechała na drogę wiodącą do posiadłości, która otoczona była ogrodami. Ich oczom ukazał się ładnie zachowany, lecz rozbudowany i złożony ogród. W pełnym zieleni miejscu przebywali ogrodnicy, którzy przeszywali swoim wzrokiem, dopiero co zauważonych przyjezdnych.
- Wyglądają dziwnie, zachowują się jak zaczarowani, nie wydaje wam się ? – zauważyła Margaret.
Następne co przykuło ich uwagę to otwierająca się wielka, żelazna brama otaczająca posiadłość ciotki. Z ciemności wyłoniła się krewna sióstr, a wszystkich podróżnych od razu zaatakował zapach jej słodkich, intensywnych, duszących perfum. Skóra kobiety była bardziej biała niż skóra Etariel. Niby ciotka wygląda jak człowiek, ale ewidentnie da się wyczuć, że coś jest jednak nie tak jak być powinno. Przywodziła na myśl manekina. Na jej widok nawet koń zaczął się miotać i prychać z wyraźnym niepokojem. Siostry jednak zdecydowały się wyjść naprzeciw ciotce, by się z nią przywitać jak przystało na panienki z dobrego domu. Ciotka wyciągnęła jedną rękę ku nim bardzo specyficznie odchylając przy tym kciuk prawej dłoni. Podczas powitania twarz ciotki wyglądała jakby była pokryta woskową maską. Siostry odpowiedziały jej tym samym nieprawdziwym, sztucznym i wymuszonym uśmiechem.
- Witaj ciociu!  – donośnie powiedziała jedna z sióstr, chciała swym głosem okazać pewność siebie.
- Zapraszam do mojego cudownego gniazda – zaproponowała ciotka wskazując wielki dom.
Siostry odpowiedziały lekkim skinieniem głowy i niechętnie ruszyły za ciotką w głąb posiadłości, kierując się do budynku. Jak tylko goście przekroczyli próg domu ciotki, służba zamknęła drzwi budynku szklanym kluczem. W pomieszczeniu było nienaturalnie zimno, a w holu przywitał ich wzrok ludzi, którzy spoglądali na gości z portretów wiszących na ścianach. Ich uwadze nie uszedł także dziwny odgłos nieustannie tupoczących stóp. Odnieśli wrażenie, że dźwięk dochodzi do nich spod podłogi, tak jakby z wnętrza piwnicy. Kto tam może wydawać taki łomot ? Zastanawiała się Etariel, doszła do wniosku, że w najbardziej dogodnym momencie będzie trzeba się tego dowiedzieć. Znając jej upór i skłonności do pakowania się w problemy, nie wróży to niczego dobrego. Obrazy przedstawiały najróżniejsze postaci na przykład hybrydy, syreny, nimfy, nawet leprykony. Margaret przez chwilę odniosła wrażenie, że niektóre postaci wykonały ledwo zauważalny ruch, oczywiście nie mogła być tego pewna, być może zmęczenie podróżą dawało o sobie znać i po prostu coś jej się tylko wydawało. Stwierdziła w myślach, że nie zaszkodzi wykazać się wzmożoną czujnością przebywając jakiś czas u ciotki. Siostry podeszły do siebie i jednocześnie spojrzały do góry. Nad ich głowami ze szklanego sufitu zwisał ogromny, pięknie i bogato zdobiony żyrandol z wieloma żarówkami, niektóre z nich nie świeciły albo mrugały jakby zaraz miały przestać świecić. Do lampy natarczywie pchało się dziesiątki ciem. Wszystko to powodowało, że pomieszczenie było spowite w półmroku.
- Dlaczego zgodziłyśmy się na przyjazd tutaj ? Mam złe przeczucia – pożaliła się Etariel siostrze.
- Nie jesteśmy tu same przecież – trochę niepewnie, ale uspokajała Margaret.
Etariel rozejrzała się za swoimi towarzyszami podróży i nie mogła doliczyć się jednej osoby.
- Gdzie jest nasz woźnica ? – zapytała bardziej siebie niż kogoś konkretnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz